Trudno o biografię bardziej paradoksalną niż biografia Jerzego Giedroycia. Był świadkiem i uczestnikiem wielu wydarzeń i katastrof politycznych, w jakie obfitował wiek XX. Ale żył również w świecie literatury, był pilnym czytelnikiem rękopisów, które chętnie powierzali mu twórcy. Najwartościowsze z nich trafiały na łamy „Kultury”, ukazywały się jako książki w Instytucie Literackim. W życiu Giedroycia strona polityki jest ściśle związana ze stroną literatury.
Jako uczeń gimnazjum w Moskwie widział obalenie caratu, a następnie przewrót bolszewicki w październiku 1917 roku. Był więc przy narodzinach systemu, z którym miał w przyszłości stoczyć swoją największą walkę.

Jerzy Giedroyc przy lekturze „Le Figaro Litteraire”, av. Corneille, Maisons-Laffitte, 1949
Wcześnie wykrystalizowały się poglądy polityczne Giedroycia. Będąc uczniem warszawskiego gimnazjum Zamoyskiego, przeciwstawiał się ideologii endeckiej, z którą sympatyzowała większość jego kolegów. Jako student prawa Uniwersytetu Warszawskiego należał do korporacji Patria, ale wystąpił z niej, kiedy przyjęła ona program nacjonalistyczny. Podczas zamachu majowego w 1926 roku poczucie legalizmu kazało mu opowiedzieć się po stronie rządu, chociaż przekonany był do racji marszałka Piłsudskiego, do racji silnego i sprawnego rządu. Giedroyc działał w prosanacyjnej elitarnej organizacji Myśl Mocarstwowa. Równocześnie redagował kolejno „Dzień Akademicki”, „Bunt Młodych” (od roku 1931) i „Politykę” (od 1937). Pisma konsolidowały środowisko konserwatystów, które w wyborach do Sejmu w roku 1940 planowało zdobyć kilka mandatów. Do roku 1939 Giedroyc, niezależnie od manifestowanego wobec władzy krytycyzmu, tkwił w systemie reżymu sanacyjnego. Klęska wrześniowa 1939 i ewakuacja do Rumunii, a następnie na Bliski Wschód, gdzie wstąpił do wojska, zapoczątkowały przemianę ideową. Giedroyc staje się emigrantem, ale inaczej niż większość establishmentu politycznego na wychodźstwie, odzyskania niepodległości Polski nie pojmował jako przywrócenia stanu sprzed roku 1939. II Rzeczpospolita nie mogła być wzorem dla nowej, powojennej Polski, która miała stać się państwem demokratycznym i praworządnym, lojalnym wobec mniejszości narodowych i przyjaźnie nastawionym do sąsiadów. Nade wszystko otwartym na federację europejską, jak bowiem pisał w Zarysie Manifestu Demokratycznego ojciec Innocenty Bocheński OP, „w duchu nikt z nas nie jest już tylko Polakiem, ale Europejczykiem z kantonu Polska. […] Wolność odzyskać możemy tylko pod warunkiem scalenia Europy i jej zwycięstwa z molochem sowieckim” („Kultura” 1951 nr 9/47).

Jerzy Giedroyc w swoim gabinecie w nowym domu „Kultury”, 91 av. de Poissy, Maisons-Laffitte, 1955.
W połowie lat pięćdziesiątych Giedroyc swoje sympatie zaczął lokować po stronie demokratycznej lewicy. Pokładał nadzieję w warszawskim środowisku rewizjonistów, którzy potępili stalinizm i jego zbrodnie, ale wciąż wierzyli w etos lewicy jako ognisko fermentu, rozsadzającego skamieniałe systemy i ciasne doktryny. „Kultura” udzieliła warunkowego poparcia Władysławowi Gomułce, który doszedł do władzy w październiku 1956 roku. „Komunizm zreformować mogą tylko komuniści – pisał Juliusz Mieroszewski – ale komunistów w naszym kraju może zmienić tylko nacisk społeczeństwa”. Ta nowa taktyka oznaczała odżegnanie się od haseł rewolucyjnych. Zdławienie przez sowieckie czołgi rewolucji narodowej na Węgrzech w 1956 roku przy całkowitej obojętności Zachodu przekonało Giedroycia i Mieroszewskiego do tezy, że narody Europy środkowej i Wschodniej mogą osiągnąć wolność tylko na drodze ewolucji systemu. List otwarty do partii Jacka Kuronia i Karola Modzelewskiego upewnił Redaktora, że tylko ludzie lewicy mogli takie zmiany zapoczątkować. Marzec 1968 i jego następstwa dowiodły jednak, że partia komunistyczna i system PRL-u są niezdolne do jakiejkolwiek pozytywnej ewolucji. Po krwawo stłumionych protestach robotniczych na Wybrzeżu w roku 1970 Giedroyc postulował w „Kulturze” współdziałanie opozycyjnej inteligencji z przywódcami strajkowymi. Gdy narody wschodnioeuropejskie powstaną razem, „zachwieje się również system sowiecki – słabszy i bardziej targany wewnętrznymi sprzecznościami, niż się to wydaje tym, którzy wszystko zwykli oceniać w kategoriach siły militarnej” (Polski grudzień, „Kultura” 1971, nr 1/280–2/281). W ciągu dwóch dekad ta śmiała wizja miała się spełnić.

Jerzy Giedroyc z psem Blackiem I, Maisons-Laffitte, ok. 1956.
W walce z komunistycznym totalitaryzmem nieocenionym sojusznikiem Giedroycia była sztuka słowa. Żywiołem literatury jest bowiem wolność ekspresji; wiersz, esej, powieść tak jak obraz czy symfonia apelują do poczucia swobody czytelnika, utwierdzają go w przekonaniu, że propaganda ideologiczna i ucisk cenzury są sprzeczne z tym ujęciem kondycji ludzkiej, jakie wypracowała cywilizacja Zachodu. Tak jak dom „Kultury” nie był bastionem z zaryglowanymi drzwiami i oknami, lecz mieszkaniem i miejscem spotkań, tak i łamy „Kultury” były wolne od ideologicznych sztanc. Otwierały się na wolne słowo, uskrzydlone przez wyobraźnię, błyskotliwe, przywracające poczucie sensu w czasach zwątpienia i chaosu. Do najwybitniejszych autorów „Kultury” należeli m.in.: Czesław Miłosz, Jerzy Stempowski, Witold Gombrowicz, Józef Czapski, Stanisław Vincenz, Józef Wittlin.
Relacje, jakie Redaktor nawiązywał z pisarzami, nie dotyczyły tylko nadesłanych utworów czy artykułów. W korespondencji podejmowane były również sprawy osobiste autorów. Wielu z nich zawdzięcza Giedroyciowi stypendia czy przekłady na języki obce. Redaktor, w kontakcie osobistym powściągliwy, rzadko pisał listy zdawkowe. Właśnie w korespondencji dbał o emocjonalną jakość więzi z autorami. A oni na ogół rewanżowali mu się tym samym. Dzięki tej twórczej energii powstała jedyna w swoim rodzaju rzeczpospolita epistolarna – obejmująca cały glob sieć porozumienia ludzi służących bezinteresownie kulturze polskiej. W zmaganiach z totalitaryzmem, jakie toczyła „Kultura”, przyjaźń, empatia, dialog, twórcza hojność zyskiwały znaczenie polityczne w Arystotelesowskim sensie – budowały intelektualną i duchową wspólnotę. Jej promieniowanie nie ustało z chwilą ukazania się ostatniego numeru pisma, ale wciąż trwa.
AGNIESZKA PAPIESKA, ANDRZEJ STANISŁAW KOWALCZYK
„Jestem zwierzęciem politycznym”. Jerzy Giedroyc i „Kultura” 1947–2000. Wystawa w warszawskim Muzeum Literatury od 25 czerwca do 31 października 2026. Kuratorzy: Agnieszka Papieska i Andrzej Stanisław Kowalczyk.
