HOME
Jacek Hajduk

Nad Owidiuszem (19)

Myślę nieraz o tym, jak wyglądał. Albo inaczej: jak powinienem wyobrażać sobie, że wyglądał – on konkretnie. Ta twarz…

Owidiusz, którego zna Europa Zachodnia, to poeta Rzymu – przystojniak i bawidamek, mistrz lekkości, ironii, kreacji. Ale istnieje też drugie jego oblicze, nie mniej prawdziwe: to profil strudzonego podróżnika, wygnańca, duchowego nędznika. Ten Owidiusz nie przemawia z kart monumentalnych, kunsztownie zdobionych edycji Metamorfoz i Sztuki kochania, lecz spomiędzy zniszczałych zwojów-listów słanych do bliskich znad Morza Czarnego; z głębi cierpienia. Zachód – Florencja, Paryż, Oksford – cytuje amanta i mitografa. Wschód – Kijów, Wilno, Kraków – podaje sobie z ust do ust frazy samotnika i potępieńca. I właśnie ten drugi profil mówi o nas, Europejczykach Wschodnich, naszą prawdę: poezja nie tyle tworzy świat, co próbuje go ocalić; nie tyle zmienia, co pomaga w walce o trwanie.

Stanisław Vincenz, Jerzy Stempowski, Czesław Miłosz, Jan Parandowski czy Zygmunt Kubiak, jak i inny nasi wielcy humaniści, zwracali słusznie uwagę, że Polak ukształtowany został tyleż przez zachodnią szkołę łacińską, co przez „domowe nauczanie” w rycie wschodnim. Ów „wiatr od Kolchidy” – jak w Rumunii, Ukrainie czy na Węgrzech – wieje u nas od tysiącleci, niosąc z sobą zapachy i brzmienia Morza Śródziemnego; to ten sam, choć nie taki sam, „świat antyczny”. Grecja i Macedonia, Tracja i Panonia, Olimp i Troja! – bliższe są nam geograficznie, ale i organicznie, aniżeli Rzymianom z Rzymu. Mroczne wieczory i mroźne poranki, surowe sarmackie zwyczaje i niezrozumiałe trackie słowa, moczary słowiańszczyzny i bałkańskie lasy – nic z tego nie należy do zachodniej tradycji literackiej, ale należy jednak przecież do poetyckiego świata Owidiusza.

 

 

Studiowali i naśladowali go – tego Owidiusza nieszczęsnego, osamotnionego, wyczekującego śmierci na odludziu – poeci naszego regionu od Klemensa Janickiego po Osipa Mandelsztama. A Norwid pisał:

 

Augusta wiek, tak zwany złotym, promienieje…

Wszelki pracownik słowa iści swe nadzieje.

Jakkolwiek do dziś jeszcze nie znamy przyczyny

Dla której Owid smętne nawiedził równiny

Bez zielonego lauru, lecz w burce tułackiej,

Ani gdzie zmarł ów pierwszy poeta sarmacki.

(Rzecz o wolności słowa)

 

Nasz Owidiusz to przybysz z Południa, ale i swojak. Światowiec, ale i outsider. A nade wszystko: poeta zbiorowej samotności.

Ilekroć opowiadam komuś z Europy Zachodniej lub Stanów Zjednoczonych o „naszym” Owidiuszu, ilekroć uświadamiam owidiologom i owidiomanom, że drugi profil poety jest również frapujący – widzę zdumienie w ich oczach. Poezję z okresu wygnańczego (Żale i Listy z Pontu), którą tradycja wyprowadzona w pole przez samego poetę z rozpędu uważa za „mniej dopracowaną”, rozpatruje się tam głównie pod kątem jej wiarygodności – to znaczy: czy poeta rzymski istotnie został (gdzieś „tam”) wygnany? Oczywiście, że mamy z tym kłopot: brak nam innych źródeł, niejeden szczegół budzi wątpliwość, a poeta pozostaje do końca tajemniczy. Tymczasem wiersze te nie mają składać się na zbiór reportaży, lecz żywy portret wewnętrzny egzula; i w tym, ani wcześniej, ani później – nikt Owidiuszowi nie dorównał.

Nieszczęśliwy w dzikim Tomi, takimi słowami prosi poeta o gościnę w dzikszej dalece Barbarii:

 

Królów potomku, królu, którego szlachectwo

Imienia Eumolpa aż sięga – Kotysie!

Czy już wieść gadatliwa dosięgła twych uszu,

Że los mnie porzucił u twojej granicy?

Głosu mego wysłuchaj, najmilszy z młodzieńców,

I pomóż (błagam cię!), pomóż wygnańcowi!

(Listy z Pontu II, 9)

 

Ale zostawmy teraz Owidiuszowe „życie po życiu”. Legenda jego pośmiertna to ogród o wielu ścieżkach, które rozwidlają się na wszystkie strony, po całym – dosłownie – Międzymorzu; a zatem i wielość wątków parabiobiograficznych i pseudo-tożsamościowych. Owidiusz najbardziej zresztą pociągający to Owidiusz-awatar literacki; postać. Interesuje mnie tu tego Owidiusza twarz; twarz, która – niczym księżyc – oświetlona jest zawsze tylko z jednej strony…

Więc – jak wyglądał? Czyż w twarzy nie odbija się życie, jego temperament i rytm, jego triumfy i upadki, jego lekkość i ciężar? Czyż nie ma w jej fizjonomii jawnych bądź ukrytych schematów-kluczy?

„Od kilku miesięcy mieszkam znów w Szwajcarii – pisał Jerzy Stempowski – w mieście, gdzie zamożność łączy się od kilku wieków z poczuciem porządku i umiaru. Jeżdżąc codziennie tą samą linią tramwajową, znam już z widzenia część pasażerów. W ubiegłym tygodniu uwagę moją zwrócił siedzący przede mną mężczyzna […]. Im dłużej nań patrzyłem, tym wyraźniej zarysowywały się różnice dzielące go od pozostałych pasażerów […]. Potomkowie dawnej ludności imperium są wciąż obecni w Europie. Zgodnie z prawem Mendla czyste ich typy pojawiają się znów mimo małżeństw mieszanych. Kto ma w pamięci rzymską rzeźbę portretową, poznaje wciąż w tłumie przechodniów żywe repliki głów z Museo Capitolino. Mój […] sąsiad z tramwaju np. przypominał mocno Gordiana III, którego portret z uszkodzonym nosem znajduje się w rzymskim Museo Nationale. Czy jednak u tych odległych potomków Rzymian zostało coś z typu zachowania się przodków? Jeden z moich przyjaciół ma uderzająco rzymskie rysy. Kiedy słyszę go dyskutującego kwestie prawne lub widzę pracującego w ogrodzie, wydaje mi się, że lada chwila odwróci się i zagadnie do mnie po łacinie. Jego behaviour odpowiada dokładnie jego rysom. Jest to jednak być może tylko przypadek. Często chciałbym zatrzymać na ulicy nosicieli rzymskich głów i zadać im kilka pytań. Myślę nawet chwilami o ułożeniu kwestionariusza pozwalającego łatwo zorientować się w ich trybie zachowania się”.

Znamy oczywiście trochę rzeźb i portretów, które – bardziej bądź mniej starannie – próbują dać wyobrażenie o nim. Nie sądźmy jednak, że pokazują nam one istotnie tego akurat człowieka. Owidiusz z puklami, Owidiusz łysiejący. Pogodny, melancholijny. Czasem dworzanin, kiedy indziej urzędnik. Raz utracjusz, raz nieszczęśnik. Każda epoka rzeźbiła go i malowała po swojemu – zgodnie z własnym stylem, własnym przekonaniem i własnym celem. A nawet i ów klasyczny wizerunek, który znamy z Sulmony i Tomi, jest zapewne idealizacją…

Ta twarz… myślę… należy nie do jednego człowieka, ale do wielu: wielu Rzymian, wielu mężczyzn, wielu poetów, wielu wygnańców. Ale nie dlatego, że jest pusta czy banalna, nazbyt typowa, lecz bo nosi ślady tak liczne i różne: cień ironii i grymas bólu, błysk dumy i blask geniuszu. Coś ulotnego i coś z wieczności… Ma to wszystko, lecz – co oczywiste – nie wszystko to widzimy naraz; gdy jeden z tonów zaczyna się wybijać, inne przygasają… I twarz się zmienia…

Więc – kogo widzę, gdy patrzę w Owidiusza?

JACEK HAJDUK

 

Warto również przeczytać...
Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury – państwowego funduszu celowego
Autorzy
Cenimy państwa prywatność
Ustawienia ciastek
Do poprawnego działania naszej strony niezbędne są niektóre pliki cookies. Zachęcamy również do wyrażenia zgody na użycie plików cookie narzędzi analitycznych. Więcej informacji znajdą państwo w polityce prywatności.
Dostosuj Tylko wymagane Akceptuj wszystko
Ustawienia ciastek
Dostosuj zgody
„Niezbędne” pliki cookie są wymagane dla działania strony. Zgoda na pozostałe kategorie, pomoże nam ulepszać działanie serwisu. Firmy trzecie, np.: Google, również zapisują pliki cookie. Więcej informacji: użycie danych oraz prywatność. Pliki cookie Google dla zalogowanych użytkowników.
Niezbędne pliki cookies są konieczne do prawidłowego działania witryny.
Przechowują dane narzędzi analitycznych, np.: Google Analytics.
Przechowują dane związane z działaniem reklam.
Umożliwia wysyłanie do Google danych użytkownika związanych z reklamami.

Brak plików cookies.

Umożliwia wyświetlanie reklam spersonalizowanych.

Brak plików cookies.

Zapisz ustawienia Akceptuj wszystko
Ustawienia ciastek