Jak to się stało, że pomady do włosów, którymi układano fryzury europejskich monarchów, wyfrunęły przez okna razem z fortepianem Fryderyka Chopina? Żeby odtworzyć tę historię, trzeba prześledzić losy jednego z najzdolniejszych polskich rzemieślników XIX stulecia.
Klemens Kraciński urodził się przy ulicy Dunaj w Warszawie, 29 listopada 1801 roku, z rodziców Antoniego i Rozalii. Praktykował w młodzieńczych latach w Wiedniu, Paryżu i innych stolicach. Prawie co rok wyprawiał się do najprzedniejszych salonów fryzjerskich Europy, by podglądać i przeszczepiać na polski grunt tamtejsze zwyczaje, kupować żurnale, gromadzić próbki kremów, maści, proszków i płukanek, których skład następnie rozpracowywał, naśladował albo i ulepszał w Warszawie. Jako że do arystokracji zabrakło mu jednej litery w nazwisku, musiał ten dystans nadrabiać pracowitością i ambicją. Zdobywał stopniowo rozgłos we wszystkich państwach zaborczych – „skąd niejednokrotnie zamówienia otrzymywał, z ubierania głów tak był głośny, iż podczas większych zabaw nawet połowy zamówień uskutecznić nie był w stanie” [1].

W 1830 roku, powróciwszy z Francji do Warszawy, na rogu Krakowskiego Przedmieścia i Trębackiej założył dwa salony – jeden do fryzowania i ubierania głów dam, drugi przeznaczony do strzyżenia mężczyzn – oraz perukarnię. Zarówno w siedzibie zakładu, jak i na wyjeździe, w prowincjonalnych majątkach, oferował oprócz peruk „półperuki na sprężynach i bez sprężyn podług sposobu pierwszego perukarza paryskiego, p. Plezir, tudzież loki dla dam, na sprężynach, łatwe do zapinania i wszelkie inne wyroby i ubiory z włosów dla tejże płci” [2].
W sierpniu tegoż roku stanął na ślubnym kobiercu z Katarzyną z Dobrowolskich, wdową po chirurgu Piotrze Wiśniewskim. Przysposobił jej dwuletniego synka Edwarda, pogrobowca. W zastępstwie proboszcza parafii Świętego Krzyża, sakramentu małżeństwa udzielił wikary Marcin Łaszcz. Osiem miesięcy później, 18 kwietnia 1831 roku, w trakcie powstania, na świat przyszedł Władzio. Ojcem chrzestnym syna Kracińskich zgodził się zostać przyjaciel rodziny, absolwent paryskiej École des Beaux-Arts, chwilowo medalier mennicy warszawskiej, Władysław Oleszczyński. Z chrztem trzeba było jednak czekać do połowy sierpnia, aż kum bezpiecznie wrócił z pola walki. Służył bowiem w stopniu podporucznika Gwardii Narodowej Warszawskiej. Po upadku powstania Oleszczyński udał się do Paryża, gdzie stał się najważniejszym rzeźbiarzem Wielkiej Emigracji.

W 1832 roku Kraciński zamieszkał z rodziną przy ulicy Miodowej, w domu Lessla,pod numerem 486, gdzie przeniósł swoją pracownię. W tej samej kamienicy mieściła się także słynna księgarnia braci Merzbachów, w której spotykali się literaci, uczeni, sprzedawano przemycane z Zachodu dzieła polskich wieszczów, wydawano poezje Mickiewicza. Krótką charakterystykę tego fragmentu ulicy zamieścił w prasowej pochwale zakładu Kracińskiego pewien stary kawaler, podpisany inicjałem „B.” Ukrywał się pod nim prawdopodobnie sam Kraciński: „kolumny, czyli filary na ulicy Miodowej, przedstawiały Warszawianom miniaturę paryskiego Palais-Royal, były bowiem zbiorem wszelkiego rodzaju sklepów urządzonych z przepychem i gustem, godnym podobnych zagranicznych zakładów. W następnych latach wszystkie prawie sklepy pod filarami zapełnione były towarami służącymi do stroju płci pięknej i od kilku lat dopiero znowu niejaka rozmaitość zaczęła się tam wkradać” [3]. W tym czasie Kraciński był też krótko zatrudniony jako fryzjer damski i męski w Teatrze Narodowym, jako następca Henryka Macrotta seniora, donosiciela i agenta, który usługi dla Rosjan świadczył od czasów przedrozbiorowych (podobnie jak jego syn, również agent tajnej policji rosyjskiej, został zabity w czasie powstania listopadowego). Przed oddaniem do użytku Sal Redutowych w nowo budowanym gmachu Teatru Wielkiego, pan Klemens pracował w starej siedzibie Teatru Narodowego przy Placu Krasińskich oraz w sali widowiskowej Towarzystwa Dobroczynności przy Krakowskim Przedmieściu. Dumnie wyliczał, że zawsze ma zapasy niezbędnych: „[…] koków, loków angielskich, niobów gładkich i plecionych, jak najzgrabniej wyrobionych, szynionów w rozmaitych kolorach, loków à la neige [4], loków na angielskich zameczkach nowego wynalazku, peruk w różnych fasonach męskich na zameczkach angielskich lub na sprężynach, jak najstaranniej wyrobionych, nie mniej faworytów i wąsów zupełnie naśladujących naturalne” [5].
W listopadzie urodził się drugi syn Kracińskich, Marcin Klemens [6]. Do chrztu trzymały go dwie pary kumów, między innymi kupiec Fryderyk Seydel. W 1833 roku zmarł w kwiecie wieku, bo zaledwie 45 lat mający, główny konkurent w branży, Franciszek Szwajkowski, fryzjer damski teatralny rodem z Krakowa, w Warszawie działający przy ulicy Długiej.
O szybko rosnącej randze, popularności i rozległości kontaktów perukarza świadczą najlepiej metryki jego najmłodszych pociech. Córce urodzonej 22 sierpnia 1834 roku dano aż trzy imiona: Cezaria Teresa Apolonia, po jednym od każdej pary rodziców chrzestnych [7]. Pierwszą parę tworzyli dyrektor Banku Polskiego Benedykt Niepokóyczycki ze świeżo upieczoną panią na Czarnolesie, Teresą z książąt Lubomirskich księżną Jabłonowską, drugą – prezydent Warszawy Jakub Ignacy Łaszczyński z Izorą Ludwiką hrabianką Mikorską, trzecią – Karol Dykiert z Polikseną Anną Lessel. Najmłodszą córkę, Marię Teodorę Kracińską [8], trzymali do chrztu prezes Heroldii Królestwa Polskiego, senator Maksymilian książę Jabłonowski z Karoliną Frydrychsową i kupiec winny Teofil Fukier z Joanną Neybaur, zwaną matką sierot ze względu na jej nieprzecenioną działalność filantropijną.

Niezwłocznie po powrocie z wielkiego kaliskiego zjazdu monarchów do Warszawy Kraciński miał honor donieść publiczności, że zetknął się w Kaliszu „z pierwszymi fryzjerami dworskimi, obeznał się z najnowszą modą i sposobami najgustowniejszego ubierania głów” [9]. Mógł zatem nad Wisłą grać rolę herolda, trendsettera, przewodnika po wszelkiego rodzaju nowościach w toalecie damskiej i męskiej. Wabił klientelę anonsami w „Gazecie Codziennej” i „Kurierze Warszawskim”, w których obiecywał szeroki asortyment: „rozmaite perfumy i pomady paryskie, mydła, rękawiczki, trzewiki i różne inne przedmioty przywiezione wprost z Paryża, po cenie najumiarkowańszej” [10]. Wspomnianą pomadę paryską opatentował był zresztą już w maju 1835 roku [11], czym zapewnił sobie wyłączność w jej sprzedaży podczas rewii kaliskiej. List przyznania wynalazku na robienie pomady sposobem odkrytym przez Kracińskiego wystawiła mu na trzy lata Rada Administracyjna, na cały obszar Królestwa. Urzędnicy zastrzegli jednak, że nie biorą odpowiedzialności za „dobroć” ani skuteczność specyfiku.
Pomadę – o cudownym działaniu na zniszczone i osłabione włosy – można było kupić w cenie 6 złotych 20 groszy za flaszeczkę lub 3 złotych 10 groszy za półflaszeczkę, w ozdobnym futerale. Patentowane mazidło po prostu „nie potrzebowało pochwał” [12], by cieszyć się szalonym powodzeniem. Na warszawskiej Wystawie Publicznej w 1838 roku mistrz pokazywał treski, tupety, fiksatuary [13] i piększydła stosowane powszechnie przez arystokrację obu płci: „Jego sploty, gładkie pukle, loki, plecionki, słowem wszystkie ozdoby głowy zalecają się starannym i czystym odrobieniem; włosy trefione przez pana Kracińskiego nie znają poddaności, jakby od niechcenia rozrzucone, spadają; prawda, że pan Kraciński w swym składzie ma wielkie zapasy, które sztukę jego wspierają, pomiędzy szczególniej zalecającymi się pomadami Cydonia, cudowna Cydonia pierwsze miejsce trzyma” [14].
Paryż jako miejsce produkcji pachnących mydeł i pozyskiwania włosów, miasto nad Sekwaną jako źródło strumienia perfum najlepszych gatunków i wód do farbowania na jasny lub ciemny blond – niezmiennie wabił snobistycznie obróconą ku Francji socjetę. Kraciński ignorował wybuchające raz po raz spory językowe i krucjaty przeciw francuszczyźnie – nie uznawał określeń „trefiarz” i „włosówkarz”, konsekwentnie mienił się fryzjerem i perukarzem.
W tym samym budynku, w którym mieścił się zakład pana Klemensa, w 1838 roku jego żona otworzyła Magazyn Strojów i Sukien Damskich. Przez pierwszy rok jej wspólniczką była Julia Sommerfeldt, później Kracińska prowadziła interes samodzielnie. Korzystając z marketingowych doświadczeń męża, od początku oferowała „wszelkie roboty podług najświeższych modeli paryskich”. Oprócz obstalunków na miarę, klientki mogły uzupełniać garderobę w trybie pilnym z dostępnego na składzie zapasu gotowych sukien i dodatków. Magazyn stał się dopełnieniem rodzinnego biznesu – fryzjer po sąsiedzku chwalił krawcowe za „mierną cenę, rychłą usługę i jak najstaranniejsze wykończenie” [15]; one zaś polecały usługi męża właścicielki, korzystały też ze wspólnego składu kosmetyków. Magazyn Kracińskiej słynął również z ubiorów dziecięcych – oferował wyprawki na różne kieszenie, dla pociech od chwili urodzenia do ośmego roku życia. Stroje te cieszyły się ogromnym powodzeniem. Z roku na rok oferta kierowana była do coraz starszych dzieci, aż objęła dwunastolatki. Kracińscy polecali też, bez względu na porę roku, paryskie kwiaty upinane w koafiury, a na karnawałowe maskarady wynajmowali kostiumy i domina – długie, luźne płaszcze z kapturami zasłaniającymi część twarzy – zawsze w najświeższym guście” [16].

Niezorientowanych przechodniów z ulicy Miodowej miał informować szyld zamówiony u malarza Głowackiego. Olejny obrazek przedstawiał kilka fryzur męskich różnych epok – „od poważnej peruki z czasów Ludwika XIV aż do gładko upomadowanego czubu modnisiów nowoczesnych”[17]. Skład Kracińskiego stał się głównym źródłem zaopatrzenia Warszawy w „pachnidła w postaci ekstraktów (rezedowego, różanego, fiołkowego, portugalskiego i Vetivera), wody toaletowe (ambrowa, Karolina, Muślin, Sułtańska i Miel d’Angleterre), pomady zapobiegające wypadaniu włosów i «utrzymujące je w miękkości i blasku» oraz nadające delikatność skórze mydła” [18].
Po balu sylwestrowym wieńczącym rok 1840, na który do Resursy zjechało przeszło trzysta dam, publikowano sprawozdania godne kroniki towarzyskiej Lady Whistledown: „Głowy upinane nisko zdobiły rozcięte wieńce, gałązki kwiecia polnego albo samych tylko liści. Niektóre Damy miały przepaski brylantowe albo z pereł, a diadem brylantowy wieńczący skronie jednej z Dam obecnych, wytwornej był roboty. W[e] włosy wplatano klejnoty; pióra rajskie lub strusie zdobiły niektóre ubrania. Nisko układały się warkocze, a włosy na przodzie upięte były w przepaski, loki lub tressy. Talent Fryzjerów Warszawskich rozwinął zdolności niepospolite. Do dziś dnia jeszcze PP. Kraciński, Przybylski i Śniechowski tworzą tryumwirat perukarskiego żelazka i jak Figaro rzec mogą: «Wszyscy wołają nas, wszyscy żądają nas…», które potroi się i dla wszystkich, skoro wpadniemy zupełnie w szał karnawałowy” [19].
Wzrok ciekawskich uliczników i przechadzających się pań, spragnionych podpowiedzi w sprawie najnowszych trendów, przyciągały ku witrynom ustawione za szybą, obracające się mechanicznie popiersia. Atrakcje owe odziane były w najmodniejsze staniki, miały naturalnej wielkości woskowe twarze pięknych elegantek, okolone naturalnymi włosami, ufryzowanymi oczywiście przez mistrza [20].
W 1841 roku Komitet Wystawy płodów przemysłu krajowego i sztuk pięknych w Warszawie wyróżnił Kracińskiego pochwałą publiczną za wyroby perukarskie – loki, peruki, półperuki (tzw. przedziałki) i warkocze. Mistrz wystawiał wówczas też pomady do włosów, jednak najbardziej podobał się sposób ekspozycji fryzur – modnie utrefione dwa popiersia woskowe przedstawiające kobietę i mężczyznę. Witrynę obok zajmowały kapelusze słomkowe i sztuczne kwiaty z fabryczki Jerzego Lotha. Jego wnuk otrzyma imię po dziadku i za ponad sto lat zostanie rektorem Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie [21].
W tym czasie starszy cechu szklarzy warszawskich, Józef Rudinger, namówił pana Klemensa, by zainwestował z nim w hutę szkła w Barczący nieopodal Mińska Mazowieckiego. W 1839 roku wygasła bowiem umowa dzierżawy przedsiębiorstwa przez spółkę B. Knaute, I. Hordliczka et Comp. W rezultacie zakład fryzjerski przy Miodowej stał się jednocześnie jednym z biur przyjmowania zamówień na wyroby huty [22]. Próba dywersyfikacji źródeł dochodów zakończyła się fiaskiem – brak lasów, a więc i drewna opałowego, w okolicy Barczący był tak dotkliwy, że produkcja szyb, butelek i szkła stołowego w tej lokalizacji okazała się zupełnie nierentowna. Jakby kłopotów było mało, 19 października 1843 r. zmarł dwunastoletni syn Kracińskich, Władek.
Wniosek o przyznanie patentu na wyrabianie tzw. proszku chińskiego, służącego rzekomo do farbowania włosów na różne kolory, nie przyniósł sukcesu. Rada Lekarska uznała, iż proszek ten nie tylko nie jest autorskim pomysłem Kracińskiego, ale i nie jest skuteczny, co więcej, zawiera szkodliwe pierwiastki. Ponieważ specyfik mógł wywołać uszczerbek na zdrowiu, władze zakazały jego sprzedaży w całym Królestwie [23].
W 1845 roku fryzjer został uwieczniony przez debiutującą, dwudziestopięcioletnią pisarkę, Józefę Śmigielską, w obrazku obyczajowym Czerwiec i styczeń: „Warszawa tak ludna! Tyle w niej widać ogorzałych twarzy miejskich mieszkańców, którzy się kręcą po ulicach z wesołą miną, z fantazyjnie na bok włożoną czapeczką, witając się na wszystkie strony, zachodząc do każdego niemal sklepu, kupując kłódki, zgrzebła na Pociejowie i wonne pomady, olejki od Kracińskiego, oglądając się chciwym okiem znawcy lub amatora na piękne konie idące w zaprzęgach, tak że im nieraz czasu na przypatrzenie się strojnym damom, co siedzą w tych pojazdach, zabraknie” [24].
Pan Klemens zdobywał klientelę nie tylko w stolicy. Często podróżował po Imperium – do Grodna, Wilna, Kowna czy Kijowa – a nieraz i za granicę, do Berlina, Wrocławia i Paryża. Żona, zajęta dodatkowo domem i dziećmi, wybywała z Warszawy rzadziej, ale zdarzało się, że wyprawiała się po wykroje, tkaniny i żurnale nawet do Francji. Kracińscy nie gardzili zarobkiem w prowincjonalnych miasteczkach. Gdy na zakończenie karnawału 1857 roku popularna orkiestra rozrywkowa Andrzeja Rajczaka dawała występy w Kutnie, Kraciński zawiózł tam pokaźny „zasób kosmetyków, kwiatów i innych elegancji do ubioru głów Dam” [25].
W 1847 roku po powrocie z kolejnych zagranicznych wojaży, mistrz przearanżował swój salon na wzór – jak sam twierdził – paryski. Wprowadził intrygującą nowalię, dotąd warszawiankom nieznaną – loterię toaletową. Każda osoba korzystająca z usług zakładu ciągnęła los uprawniający do otrzymania jednego z 50 fantów. Dla reklamy Kraciński zlecił wykonanie i druk ryciny przedstawiającej wnętrze jego komfortowego salonu [26].

Kracińska świetnie odczytywała subtelne zmiany tekstylnych upodobań. Sama też je często wywoływała, sprowadzając znad Sekwany nowe kroje czepków, lansując tarlatanowe negliże, zdobione tiulem illusion z efektownymi kwiatami, a w innym sezonie szlafroczki jedwabne, dopasowane do dowolnego wzrostu i tuszy. U progu jesieni przygotowywała wielki wybór przybranych wstążkami modnych kapeluszy z mory, atłasu lub aksamitu. Nie odmawiała przyjmowania używanych nakryć głowy, które przerabiały na nowy sezon jej najsprawniejsze uczennice. Gdy zbliżała się kolęda i czas wręczania prezentów, przygotowywała wszystko, co mogło przystroić niemowlęta i dzieci – czepki, kaftaniki, strojne krakowianki, mantylki, faworytki, pelerynki, paltociki i salopki, zwane płaszczykami warszawskimi.
W 1849 roku dla swych dorastających pociech Kracińscy zatrudnili nauczycielkę języka francuskiego, której – oprócz wynagrodzenia – zapewnili wikt i dach nad głową [27]. Interesy szły coraz lepiej. Pan Klemens trzymał rękę na pulsie, co kilka miesięcy sprowadzał najnowsze wyroby francuskich producentów kosmetyków, Guerlain, Felix, Fatté, by zaspokoić najbardziej wyrafinowane gusta warszawskich strojnisiów. Nie ustawał też w eksperymentowaniu, opracował receptury: pomady z niedźwiedziego sadła, lait de roses (mleczka różanego), wody poziomkowej czy maści z dodatkiem ogórków, których zadaniem było wygładzanie zmarszczek, odżywianie skóry i rozjaśnianie cery. Miał wyrobione zdanie o wpływie perfum na samopoczucie. Zniechęcał do pachnideł „przesadzonych piżmem”; miały bowiem źle działać na nerwy i wywoływać migreny. W zamian polecał stosowanie wody rezedowej lub napoleońskiej, jako delikatniejszych i niesprowadzających boleści [28].
Dowodem uznania dla doświadczenia, wiedzy i rzetelności wśród reprezentantów rzemiosła był wybór Kracińskiego na urząd starszego Zgromadzenia Fryzjerów i Perukarzy w Warszawie. Odłożony kapitalik zainwestował w zakup małej nieruchomości przy ulicy Świętokrzyskiej, nieopodal Nowego Światu, którą wynajął Antoniemu Niemczykowi, prowadzącemu Magazyn Ubiorów Męskich. Korzystając z prosperity, w 1851 roku małżonkowie przenieśli się na Miodową 481, do obszernego apartamentu na pierwszym piętrze, gdzie urządzili trzy salony – jeden na magazyn mód i dwa na potrzeby zakładu fryzjersko-perukarskiego [29]… cdn.
PRZEMYSŁAW PAWLAK
[1] „Kurier Warszawski” 1874 nr 102 (12 V), s. 4.
[2] „Kurier Warszawski” 1830 nr 183 (11 VII), s. 2; nr 195 (23 VII), s. 5–6.
[3] „Gazeta Warszawska” 1840 nr 36 (6 II), s. 1.
[4] à la neige – włosy zwinięte w tzw. baranek, dużymi pękami zasłaniające skronie.
[5] „Kurier Warszawski” 1832 nr 256 (23 IX), s. 1.
[6] Używał imienia Klemens. W 1849 roku został przyjęty w poczet członków Towarzystwa Wsparcia Artystów muzyki tudzież ich wdów i sierot. Ożenił się 2 marca 1862 roku z Marianną Leonidą Bieniecką. W 1867 roku owdowiał, w 1869 roku ożenił się po raz drugi, z Teodozją Jurgielewicz, w kościele parafialnym w Radzanowie. W latach 60. XIX wieku był pisarzem urzędu powiatowego w Opatowie, pisarzem Pocztamtu Warszawskiego, kontrolerem Oddziału Poborów Zarządu Okręgu Poczt; później pracował jako woźny w sądach apelacji warszawskiej. Zmarł w Wigilię Bożego Narodzenia 1887 roku, kilka miesięcy po swoim ojcu. „Kurier Warszawski” 1849 nr 284 (27 X), s. 1; T. Suma, Urzędnicy pocztowi w Królestwie Polskim 1815–1871. Słownik biograficzny, Warszawa 2005, s. 160.
[7] Cezaria wyszła za mąż za Ciołkowskiego, zmarła w sierpniu 1881 roku w Warszawie.
[8] Maria z Kracińskich Smaziuk zmarła, będąc wdową i „emerytką”, 6 października 1883 roku w Warszawie. „Kurier Poranny” 1883 nr 279 (8 X), s. 3.
[9] „Kurier Warszawski” 1835 nr 262 (2 X), s. 1; przedruk w: „Gazeta Codzienna” 1835 nr 1227 (4 X), s. 4.
[10] Tamże.
[11] „Dziennik Praw” 1835/1836, t. 17, nr 63, k. [10]; „Kurier Warszawski” 1835 nr 149 (5 VI), s. 1.
[12] Przemysł fabryczny Królestwa Polskiego, [cz. 2:] Historia wystaw, [cd.:] Wystawa roku 1838, „Korespondent Handlowy, Przemysłowy i Rolniczy” (dod. „Gazety Warszawskiej”) 1851 nr 78 (28 IX), s. 3.
[13] Fiksatuar – daw. brylantyna.
[14] „Magazyn Mód. Dziennik przyjemnych wiadomości” 1841 nr 30 (VII), s. 180.
[15] „Kurier Warszawski” 1838 nr 208 (7 VIII), dod., s. 3.
[16] „Gazeta Poranna” 1839 nr 22 (23 I), s. 4.
[17] „Kurier Warszawski” 1839 nr 21 (22 I), s. 2.
[18] W. Jankowiak, Kosmetyki w praktyce aptecznej i przemysłowej na ziemiach polskich do roku 1939, rozprawa doktorska, Poznań 2015, s. 27.
[19] „Kurier Warszawski” 1841 nr 5 (5 I), s. 1.
[20] „Kurier Warszawski” 1841 nr 220 (20 VIII), s. 1.
[21] „Kurier Warszawski” 1841 nr 167 (26 VI), s. 1; „Gazeta Powszechna” 1842 nr 159 (20 VI), s. 1.
[22] „Kurier Warszawski” 1839 nr 142 (2 VI), s. 1.
[23] „Rozkaz Dzienny do Warszawskiej Wykonawczej Policji” 1844 nr 43 (12 II), s. 1.
[24] J. S., Powieści dla moich ziomków, t. II, Warszawa 1845, s. 151. Autorstwo zidentyfikowała: M. Berkan-Jabłońska, Pod wiatr… Czytanie życia Józefy Śmigielskiej-Dobieszewskiej, Łódź 2021, s. 41–50.
[25] „Kurier Warszawski” 1857 nr 42 (14 II), s. 4.
[26] „Kurier Warszawski” 1847 nr 285 (24 X), s. 7.
[27] „Kurier Warszawski” 1849 nr 192 (25 VII), dod., s. 1.
[28] Zob. „Magazyn Mód” 1849 nr 45 (XI), s. 5.
[29] „Warszawska Gazeta Policyjna” 1851 nr 249 (6 IX), s. 4; „Kurier Warszawski” 1851 nr 221 (23 VIII), dod., s. 4. Opuszczony przez Kracińskich magazyn przy Miodowej 486 najął ich dotychczasowy sąsiad, Stanisław Dziechciński, na swój Magazyn Strojów Damskich.