HOME
Agnieszka Papieska

Centrum dowodzenia: Maisons-Laffitte

 

„Odczuwam jak i Pan ogromną potrzebę otrzymywania listów. Sądzę, że to jest najpiękniejszy pisarski, ludzki aspekt epistolografii: ta właśnie pomoc, jaką można dać i jaką można otrzymać, wymieniając listy z ludźmi bliskimi” – napisał Gustaw Herling-Grudziński do Jerzego Giedroycia już w drugim wysłanym do niego liście, 26 XI 1944 roku, rozpoczynając korespondencję, która trwać będzie przez ponad pół wieku.

Pierwszy z trzech tomów listów autora Innego świata i redaktora „Kultury” liczy dziewięćset stron i obejmuje lata 1944–1966. W roku, w którym rozpoczyna się korespondencja, Herling-Grudziński – a ściślej: bombardier Herling-Grudziński – uczestniczy w zajęciach Szkoły Podchorążych Rezerwy Artylerii we włoskiej Materze. Stamtąd pisze do Giedroycia („do głębi wzruszony” jego listem, który niestety nie odnalazł się w archiwum pisarza w Neapolu): „gorączkowy, szkolny tryb życia nie pozwala na taki zbytek wspaniały, jakim jest «tarzanie się w książkach». Czytuję bardzo mało, prawie nic. Od szeregu dni w bardzo radosne i ożywcze podniecenie wprawia mnie tylko lektura Wspomnień starobielskich i listy od ich autora”. Przyjaźń z niedawno poznanym Józefem Czapskim nazywa „cudownie znalezionym skarbem” i – jak pisze dalej – jego jedyną, możliwą do spełnienia w tych militarnych warunkach, ambicją literacką jest poprzez artykuł o Wspomnieniach starobielskich „skromnie choćby dopomóc Czapskiemu w Jego pięknej i głęboko humanistycznej drodze od malarstwa do pisarstwa”. Znamienne to słowa o tyle, że w roli cichego pomocnika Herling-Grudziński będzie się obsadzał także przy Giedroyciu, a swoją gotowość do objęcia tej funkcji zadeklaruje wprost w liście z 12 II 1945 roku: „Nic nie ucieszyłoby mnie bardziej jak świadomość, że Pan chce i może na mnie liczyć”.

W 1946 roku Herling-Grudziński bierze udział w organizowaniu Instytutu Literackiego w Rzymie wraz z Jerzym Giedroyciem oraz Zofią i Zygmuntem Hertzami. W Instytucie przygotowuje plan wydawniczy, układa antologię opowiadań wojennych, tłumaczy Krucjatę bez krzyża Arthura Koestlera – i pisze. Z jego wstępem ukazują się w 1946 roku Księgi narodu polskiego i pielgrzymstwa polskiego Mickiewicza, wybrana przez Giedroycia – jako sygnał ciągłości emigracji, ale też jej związku z krajem – programowa pozycja Instytutu Literackiego. W czerwcu 1947 roku wychodzi w Rzymie pierwszy numer „Kultury”, na którego okładce, zapowiadającej między innymi eseje Benedetta Croce i Paula Valéry, widnieje informacja: „Redagują: Jerzy Giedroyc, Gustaw Herling-Grudziński”. Listy z drugiej połowy 1947 roku dokumentują ich wspólną pracę nad kolejnym numerem pisma, której przebieg staje się jednak dosyć burzliwy, albowiem Redaktor decyduje się przenieść Instytut Literacki do Paryża, dokąd udaje się razem z Hertzami, Herling-Grudziński wyjeżdża zaś z żoną do Anglii – i drugi numer „Kultury” redagowany jest korespondencyjnie przy nie zawsze punktualnie dochodzących listach. Równocześnie z omawianiem zawartości numeru toczą się między pisarzem a Redaktorem dyskusje na temat kształtu ich dalszej współpracy. Po zainstalowaniu się w „na pół zrujnowanym domu” w Maisons-Laffitte i rozpatrzeniu budżetu, Redaktor pisze do Herlinga-Grudzińskiego 3 listopada 1947 roku: „Nie widzę możliwości finansowych zrobienia z Pana przedstawiciela czy korespondenta londyńskiego «Kultury» i Instytutu […]. Ponadto redagowanie «Kultury» na osi Paryż–Londyn jest w praktyce niemożliwe, gdyż […] uzgadnianie treści numeru, poszczególnych artykułów i robienie kilku adresów dla korespondencji etc. – praktycznie uniemożliwia pracę. […] Z drugiej strony niezmiernie zależy mi, jak również tutejszemu zespołowi, by najściślejszą współpracę z Panem zachować i by był Pan nadal częścią składową naszej grupy”. Chociaż pisarz nie zgadzał się z argumentacją Giedroycia dotyczącą niemożności redagowania „Kultury” na odległość, to praca nad drugim numerem pokazała, że Redaktor miał rację, i przyszły autor Wieży sam stwierdził: „Nie mogę podpisywać pisma, w którego 2-gim numerze np. na 17 pozycji nie znam ośmiu”. Autorytatywny styl prowadzenia pisma przez Giedroycia oraz brak porozumienia co do wkładu pracy Herlinga-Grudzińskiego i warunków finansowych, które nie przekraczałyby możliwości „Kultury”, a zapewniały podstawy bytu pisarza w Londynie, spowodowały zerwanie stosunków. Drugi zeszyt „Kultury” (nr 2–3), który ukaże się w 1947 roku Paryżu, będzie podpisany: „Zespół”. W grudniu tego samego roku Herling-Grudziński poprosi Giedroycia, by kolejny numer zechciał podpisać własnym nazwiskiem, „bo trudno mi będzie ludziom, którzy przywykli do naszego duetu, wyjaśnić, że nie biorę już żadnej współodpowiedzialności za to, co się w «Kulturze» ukazuje”.

 

 

Cztery listy z roku 1948 z ledwością zasługują na to miano – lodowaty chłód, jaki zapanował między korespondentami, wyraził się nawet w braku zwyczajowych nagłówków i pozdrowień – po czym zapadła siedmioletnia cisza. Przerwało ją dopiero w 1956 roku nadesłanie do „Kultury” opowiadania Książę Niezłomny przez Herlinga-Grudzińskiego z Neapolu – przyjęte przez Giedroycia ochoczo i otwierające nowy rozdział w relacjach pisarza i Redaktora. Od tej pory listy między avenue de Poissy 91 w Maisons-Laffitte a Via Crispi 69 w Neapolu zaczną krążyć z wielką częstotliwością, a ich nadawcy będą wymieniać myśli, opinie i projekty, szybko – i z widoczną ulgą – odnajdując dawny ton przyjaźni i rytm współpracy. „«Kultura» – wyzna Herling-Grudziński w jednym z listów – jest jedynym pismem, w którym drukowanie sprawia mi przyjemność i satysfakcję”.

Autor Skrzydeł ołtarza, po wycofaniu się z „Tempo Presente”, był gotowy zacieśnić współpracę z „Kulturą” – żywiąc przekonanie, że nadaje ona emigracji „jedyny głębszy sens” – i proponował Giedroyciowi, że będzie przyjeżdżał do Maisons-Laffitte co kwartał na jeden miesiąc w celu wykonania prac redakcyjnych. „[…] Muszę wiedzieć – pisał do Redaktora 1 VII 1967 roku – co ze sobą robić: albo 1 listopada pojadę na miesiąc do Laffitte już w ramach naszej umowy i zachowam sobie tylko jako drugą podstawę budżetu moje pogadanki radiowe, albo trzeba się będzie rozejrzeć za jakimś innym stałym zajęciem, ze szkodą niestety dla naszego projektu ściślejszej współpracy (który, nie muszę chyba dodawać, mnie jedynie i naprawdę interesuje)”. Chociaż Giedroyc zwlekał z odpowiedzią na propozycję Herlinga-Grudzińskiego, to widział w nim bezcennego współpracownika – liczba i różnorodność spraw, jakimi zarzucał go w każdym liście (co miał w zwyczaju także wobec innych swoich korespondentów), dowodzi, jak bardzo i jemu zależało na związaniu pisarza z „Kulturą”. Stanęło na tym, że Herling-Grudziński będzie przyjeżdżał co trzeci miesiąc na dwa tygodnie, a Redaktor pokryje koszty podróży.

Większość spraw i projektów, których zawsze było więcej niż możliwości fizycznych, omawiana była jednak korespondencyjnie. Listy, jakie krążą między Maisons-Laffitte a Neapolem, ukazują pracę więcej niż tytaniczną – pisane są co kilka dni, czasem codziennie, często w pośpiechu, jaki wymusza konieczność wypuszczenia numeru na czas albo chęć ogłoszenia drukiem rewoltującej książki, zanim zrobią to inni wydawcy – tak jak w wypadku Swietłany Alliłujewej, córki Józefa Stalina, która w kwietniu 1967 roku potępiła reżim ojca i zamierzała opublikować – w pięćdziesiątą rocznicę rewolucji październikowej – autobiograficzną książkę Dwadzieścia listów do przyjaciela. Giedroyciowi udało się ogłosić ją jeszcze w tym samym roku, w przekładzie Lucjana Perzanowskiego – powstałym w rekordowym tempie – i ze wstępem Herlinga-Grudzińskiego, przymuszonego przez Redaktora do stachanowskich norm. Kiedy pisarz usiłował przekonać Redaktora (w liście z 23 IX 1967), żeby nie ścigać się z czasem, ryzykując jakość tłumaczenia i wstępu, który zamierzał przywieźć do Maisons-Laffitte 5 listopada, ten odpisał: „Drogi Panie, niech Pan się nie da wyśmiać. Mam już 50 stron maszynopisu obejmującego 5 listów Swietłany i daję je jutro do składu. […] Całość będzie przetłumaczona i zapewne złożona do 10 października najpóźniej. […] W sumie Pana przedmowę muszę mieć do 7-g o października”. Następuje wymiana listów z negocjacjami terminu. W końcu Herling-Grudziński podejmuje wyzwanie – 2 października informuje, że odkłada wszystkie inne zobowiązania i napisze przedmowę w upragnionym przez Redaktora terminie.

 

Zofia Hertz, Jerzy-Giedroyc i Gustaw Herling-Grudzinski, Maisons-Laffitte 1987. Fot. Bohdan Paczowski. © Mikołaj Nowak-Rogoziński.

 

Listy z kolejnych lat dowodzą, że nie był to ostatni tego rodzaju wyczyn pisarza. Wypadki polityczne w Polsce i na świecie w roku 1968 – praska wiosna zdławiona przez wojska Układu Warszawskiego, demonstracje studenckie w Polsce z protestami przeciwko cenzurze, fala emigracji wywołana antysemicką nagonką – domagały się szybkiej reakcji myśli i pióra, a właśnie szybkość działania zaliczał Giedroyc do największych atutów „Kultury”. W „młynku” spraw pisał: „Nareszcie mamy maszynistkę trzy dni w tygodniu i mogę wyrwać dla siebie choć trzy godziny tygodniowo. To brzmi śmiesznie, ale jest to dla mnie ogromną pomocą. Mam wrażenie, że gdybym miał maszynistkę-sekretarkę, to podjąłbym się zrobienia co najmniej rewolucji światowej”. Na pewno – wydawanie pisma nie było bowiem dla Giedroycia celem samym w sobie – celem nadrzędnym była działalność polityczna i społeczna, ukierunkowana zarówno kraj, jak i na emigrację. Był przekonany, że słowo drukowane jest najskuteczniejszą formą działania.

Po 1989 roku drogi Redaktora i Herlinga-Grudzińskiego zaczęły się rozchodzić, odmiennie oceniali polityczną rzeczywistość i kierunek przemian w Polsce. Monumentalna korespondencja, kończąca się w roku 1996, nie tylko odsłania blaski i cienie oraz zmienne koleje tej wyjątkowej relacji, ale także dokumentuje rolę Gustawa Herlinga-Grudzińskiego w powstawaniu „Kultury” i umacnianiu jej wpływów na arenie międzynarodowej.

Lektura listów Giedroycia nie pozostawia wątpliwości co do tego, że centrum dowodzenia znajdowało się w Maisons-Laffitte. Z końcem maja 1967 roku, na kilka dni przed wybuchem wojny izraelsko-arabskiej, Redaktor zastanawiał się, czy nie wysłać do Izraela specjalnego korespondenta. „Oprócz artykułów mogłaby z tego wyjść dobra książka, która miałaby wielki rezonans nie tylko za żelazną kurtyną, ale i tu mogłaby liczyć na powodzenie – pisał do autora Wieży”. Pointuje zdaniem, które – jak widać z dzisiejszej perspektywy – było mottem jego aktywności politycznej: „Zawsze należy stawiać na sprawy, jeśli nie przegrane, to zagrożone, bo to właściwie się potem liczy”.

AGNIESZKA PAPIESKA

 

Gustaw Herling-Grudziński, Jerzy Giedroyć, „Korespondencja”, vol. 1: 1944–1966, vol. 2: 1967–1975, vol: 3. 1976–1996. W: Gustaw Herling-Grudziński, „Dzieła zebrane”, wydanie krytyczne pod red. Włodzimierza Boleckiego. Kraków, WL, 2018–2020. Korespondencję opracowali: Sylwia Błażejczyk-Mucha, Rafał Habielski, Iwona Hofman, Andrzej Stanisław Kowalczyk, Maciej Nowak, Małgorzata Ptasińska, Aleksandra Siwek, Alicja Szałagan, Violetta Wejs-Milewska, Marzena Woźniak-Łabieniec, Mirosław Wójcik, Marek Żebrowski. W edycji przyjęto pisownię nazwiska: „Giedroyć”.

 

Gustaw Herling-Grudziński jest jednym z bohaterów wystawy „«Jestem zwierzęciem politycznym». Jerzy Giedroyc i „Kultura” 1947–2000”, czynnej w Muzeum Literatury w Warszawie do 31 października 2026.

 

Warto również przeczytać...
Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury – państwowego funduszu celowego
Autorzy
Cenimy państwa prywatność
Ustawienia ciastek
Do poprawnego działania naszej strony niezbędne są niektóre pliki cookies. Zachęcamy również do wyrażenia zgody na użycie plików cookie narzędzi analitycznych. Więcej informacji znajdą państwo w polityce prywatności.
Dostosuj Tylko wymagane Akceptuj wszystko
Ustawienia ciastek
Dostosuj zgody
„Niezbędne” pliki cookie są wymagane dla działania strony. Zgoda na pozostałe kategorie, pomoże nam ulepszać działanie serwisu. Firmy trzecie, np.: Google, również zapisują pliki cookie. Więcej informacji: użycie danych oraz prywatność. Pliki cookie Google dla zalogowanych użytkowników.
Niezbędne pliki cookies są konieczne do prawidłowego działania witryny.
Przechowują dane narzędzi analitycznych, np.: Google Analytics.
Przechowują dane związane z działaniem reklam.
Umożliwia wysyłanie do Google danych użytkownika związanych z reklamami.

Brak plików cookies.

Umożliwia wyświetlanie reklam spersonalizowanych.

Brak plików cookies.

Zapisz ustawienia Akceptuj wszystko
Ustawienia ciastek