8 marca 1963 roku Nikita Chruszczow wygłosił do zgromadzonych na Kremlu przedstawicieli środowiska artystycznego mowę, w której kategorycznie potępił nowoczesne prądy w sztuce. Echa tej przemowy natychmiast dotarły do Polski. 12 marca 1963 roku Jarosław Iwaszkiewicz zapisał w dzienniku:
[M]owa Chruszczowa, przerażająca w swoim prymitywizmie i bezwzględności godnej Żdanowa. […] Wstrząśnięty jestem do głębi [1].
Dzień wcześniej Zygmunt Mycielski notował:
Pierwsze spotkanie po mowie Chruszczowa o sztuce. Konsternacja w Związku Kompozytorów, nawet Kisielewski wygląda zaskoczony. Minister Galiński już trzy dni temu „zawiesił” pod znak zapytania „Warszawską Jesień”. W redakcji młodzi, którzy już nie pamiętają.
Rzecz jasna, idiotyczne sformułowania i grożenia – sztuka partyjna, ideowa i cały balast frazesów, to nie to samo co pogróżki Stalina i idiotyzmy formuł Żdanowa. Ale „duch” jest ten sam [2].
Mycielski, który był wówczas redaktorem naczelnym „Ruchu Muzycznego”, chciał mowę Chruszczowa opublikować, zwracając uwagę na słowa dotyczące muzyki. Ostatecznie jednak dał się przekonać redakcyjnym kolegom, by tego nie robić. W dzienniku zapisał:
Nie chcą oni (młodzi), żeby „Ruch” nadawał temu tyle rozgłosu w sferach muzycznych. Jak wiadomo, nasze dzienniki podały tylko obszerny skrót przemówienia Chruszczowa [3].
Tymczasem, na łamach paryskiej „Kultury” w numerze majowym tego samego 1963 roku pojawił się artykuł zatytułowany Muzyczne wypowiedzi N .S. Chruszczowa, sygnowany nazwiskiem Andrzeja Panufnika [4]. Dlaczego Panufnik, bohater drugiej po Miłoszu głośnej ucieczki z komunistycznej Polski, którą opuścił w lipcu 1954 roku i od tego czasu mieszkał w Wielkiej Brytanii, postanowił odnieść się do mowy Chruszczowa?
Artykuł rozpoczął słowami: „Przebywając od dziewięciu lat w Anglii, staram się nie tracić z oczu muzycznego rozwoju w krajach Europy Wschodniej, a zwłaszcza w Rosji i w Polsce” [5]. Dalej czytamy, że przyjął mowę Chruszczowa z tym większym zainteresowaniem, że o ile „na Zachodzie przemówienie to pozostaje ciekawostką tylko, i przelotnie choć obszernie omawianą w prasie sensacją tygodnia”, to istnieje obawa, że „zarówno w Rosji, jak i państwach satelickich może ono spowodować fatalne następstwa dla sztuki i losów kultury” [6]. Pisze o zarzutach Chruszczowa do zachodnich tańców i muzyki dodekafonicznej (cytuje: „Trudno normalnemu człowiekowi zrozumieć, co kryje się pod pojęciem dodekafonia, ale zapewne kryje się to samo, co pod pojęciem kakofonia. Tak więc tę właśnie kakofonię w muzyce wymieciemy do czysta ” [7].), w zestawieniu z zachwytami nad rosyjskimi tańcami ludowymi, piosenkami żołnierskimi i romantycznymi melodiami Glinki. Krytykuje prymitywizm muzycznych doradców Chruszczowa, w tym Tichona Chriennikowa, długoletniego sekretarza generalnego Związku Kompozytorów Sowieckich (był nim od 1948 aż do 1991). Obawia się w końcu o losy muzyki w Polsce, w tym festiwalu Warszawska Jesień i młodych kompozytorów skupionych wokół niego. Na koniec zaś pisze:
Mowa Chruszczowa może nie doprowadzi artystów do tej sytuacji, w jakiej znalazło się w Rosji pokolenie Majakowskiego. Samobójstwa, zsyłki, więzienia nie są jedynym sposobem, by skazać twórcę na milczenie. Wystarczy przecież nie wydawać go przez… 30 lat. […] Bliska przyszłość pokaże nam, czy Rosja może sobie na dłuższą metę pozwolić na skromną choćby próbę liberalizacji. Obawiam się, że nie [8].
Artykuł wzbudził spory oddźwięk. Wkrótce do Giedroycia wpłynęły dwa listy polemizujące z opublikowanym tekstem. Pierwszy nadesłał Zdzisław Broncel, krytyk teatralny i muzyczny z Londynu, drugi – Stefan Kisielewski z Warszawy. Ten pierwszy nie zachował się, list Kisielewskiego natomiast, napisany w formule listu do redakcji i niepodpisany wprost jego nazwiskiem, zachował się w korespondencji między Kisielewskim a Jerzym Giedroyciem. List ten był zjadliwą krytyką wycelowaną w Panufnika, zakończoną słowami:
P. Panufnik dziwi się, że w Polsce nie dyskutuje się na temat mowy Chruszczowa. Otóż na pewno nie jest to zmartwienie akurat dla niego, który będąc w Polsce, zachowywał się oportunistycznie przy okazjach dyskusyjnych i milczał jak ryba, względnie powtarzał pacierz polityczny za Panią Matką. A przecież toczyły się wtedy, w okresie stalinowskim, odważne dyskusje ze żdanowizmem – i to nie tylko na zebraniach, lecz również w prasie i książkach. Ale Panufnikowi były one wówczas zgoła obojętne (zresztą jego wstręt do lektury to w swoim czasie w Warszawie rzecz nader znana) – choć doprowadziły, poczynając od roku 1954, do pełnej swobody twórczej i do awangardowego rozkwitu. Sprawie tej na pewno mogą dziś grozić nowe niebezpieczeństwa – bezpieczny jest za to pan Panufnik, ale cóż z tego, kiedy przebywając na wolnym Zachodzie, zdobył się tylko na utwory zgoła „socrealistyczne” (osławiona Polonia). Medice cura te ipsum!
Prosząc o umieszczenie gwoli prawdzie tych paru słów, pozostaję z szacunkiem
Stały Czytelnik z Warszawy [9]
W zachowanej korespondencji brak bezpośredniej odpowiedzi Giedroycia na ten list. Wiadomo, że omawiał go nie tylko z Mycielskim, ale także z Juliuszem Mieroszewskim i Witoldem Jedlicki. Ostatecznie nie zdecydował się na jego publikację. W lipcowym numerze „Kultury” w dziale „Listy do Redakcji” ukazała się jedynie krótka notatka o treści:
Stały Czytelnik z kraju – Nie zamieścimy Pana listu. Nie drukujemy bowiem anonimowych napaści osobistych, graniczących ze zniesławieniem. W Pana zaś wypadku anonimowości inwektyw nie sposób usprawiedliwić względami bezpieczeństwa. – Redakcja [10]
Nie wiemy, jak na to zareagował Kisielewski. Musiałby się jednak wielce zdziwić, gdyby dowiedział się, że to wcale nie Andrzej Panufnik, którego tak ostro skrytykował, był autorem atakowanego przez niego artykułu. Muzyczne myśli Chruszczowa to bowiem tekst napisany tak naprawdę przez… Zygmunta Mycielskiego. To właśnie Mycielski bowiem, wobec niemożności skomentowania mowy Chruszczowa w prowadzonym przez siebie „Ruchu Muzycznym”, postanowił napisać do „Kultury”. Doskonale wiedział jednak, że ogłoszenie takiego tekstu pod własnym nazwiskiem może narazić go w kraju na nieprzyjemności (także wśród kolegów z redakcji), umówił się zatem z Panufnikiem, że to on podpisze tekst.

Giedroyc oczywiście przystał na takie rozwiązanie. Był zresztą przyzwyczajony do tego, że autorzy drukują u niego pod pseudonimem. Po opublikowaniu tekstu pisał nawet do Mycielskiego z zadowoleniem: „Pana artykuł zrobił duże wrażenie. Miałem szereg o[d]głosów w kraju. Ponadto wszyscy są przekonani, że to Pan[ufnik]. [Eryk] Lipiński właśnie z zapałem mnie przekonywał, że doskonale rozpoznaje styl i poglądy Panufnika” [11]. Nie opublikował krytycznego listu Kisiela, bo nie mógł zdradzić prawdziwego autora tekstu. Większość argumentów Kisielewskiego wymierzonych w Panufnika musiałaby zresztą upaść, gdyby dowiedział się, że artykuł napisał Mycielski.
Oficjalnie sekret został zatem utrzymany. I choć sam Mycielski pod datą 18 kwietnia 1963 roku zanotował w dzienniku: „Napisałem artykuł o mowie Chruszczowa (który ukazał się w «Kulturze» sygnowany przez Panufnika)” [12], sprawę definitywnie wyjaśniły dopiero przeprowadzone przeze mnie badania źródłowe zarówno korespondencji Panufnika z Mycielskim [13], jak i materiałów zachowanych w archiwum „Kultury”: listów Giedroycia i Mycielskiego, a także teki redakcyjnej majowego numeru pisma z 1963 roku, w której zachował się nie tylko maszynopis, ale i rękopis rzeczonego artykułu. Odręczne pismo Zygmunta Mycielskiego nie pozostawia wątpliwości co do autorstwa tekstu. Panufnik z kolei własną ręką dopisał u góry pierwszej strony adres swego londyńskiego wydawcy, a także złożył na dole ostatniej strony swój podpis, akceptując tym samym przyjęcie na siebie autorstwa artykułu [14].
BEATA BOLESŁAWSKA-LEWANDOWSKA
Fragmenty referatu wygłoszonego podczas konferencji naukowej „Jerzy Giedroyc – epistolograf, redaktor, emigrant”, która odbyła się 13 października 2026 w Muzeum Literatury jako wydarzenie towarzyszące wystawie „Jestem zwierzęciem politycznym”. Jerzy Giedroyc i „Kultura” 1947– 2000. Cały tekst ukaże się w tomie pokonferencyjnym w 2027 roku.
[1] Jarosław Iwaszkiewicz, Dzienniki 1956–1963. Oprac. Agnieszka i Robert Papiescy, Radosław Romaniuk, wstęp Andrzej Gronczewski. Warszawa, Czytelnik, 2010, s. 572.
[2] Zygmunt Mycielski, Dziennik 1960–1969. Red. Zofia Mycielska-Golik. Warszawa, Iskry, 2001, s. 120.
[3] Tamże, s. 124.
[4] Andrzej Panufnik [właśc. Zygmunt Mycielski], Muzyczne wypowiedzi N.S. Chruszczowa, „Kultura” 1963 nr 5, s. 88–92.
[5] Tamże, s. 88
[6] Tamże.
[7] Tamże, s. 91.
[8] Tamże, s. 93.
[9] Kor. Red. Kisielewski, S.
[10] „Kultura” 1963 nr 7/189–8/190, s. 225. Por. też Jerzy Giedroyc – Stefan Kisielewski. Listy 1946–1991, s. 174–178, przy czym brak tutaj informacji o właściwym autorstwie artykułu.
[11] Jerzy Giedroyc do Zygmunta Mycielskiego, 16 V 1963. Archiwum Instytutu Literackiego w Maisons-Laffitte, sygn. Mycielski Z. KOR RED.
[12] Zygmunt Mycielski, Dziennik 1960–1969, dz. cyt., s. 128.
[13] Pierwszy jej tom, zawierający komentarz dotyczący właściwego autorstwa tekstu o Chruszczowie, opublikowałam w 2016 roku. Zob. Zygmunt Mycielski – Andrzej Panufnik. Korespondencja, t. 1: Lata 1949 – 1969, oprac., wstęp i komentarze Beata Bolesławska-Lewandowska, Instytut Sztuki PAN, Warszawa 2016.
[14] Zob. Teka redakcyjna numeru 5/1963 „Kultury”, Archiwum Instytutu Literackiego, sygn. TR K (187) 1963/5/09.