Wtorek, 11 września 2001, był nieskazitelnie piękny. Bezchmurny, wysokie niebieskie niebo, ciągle jeszcze daleko do jesieni. Dwa dni wcześniej, w niedzielę, 9 września, poprosiłam Jacka, mojego męża, o kupno The Corrections Jonathana Franzena. Powieść ukazała się zaledwie przed kilkoma dniami – 1 września. Jacek wrócił z opasłą księgą. Był piękny wrześniowy dzień. Księgarnia Borders znajdowała się w World Trade Center.
We wtorek księgarnia przestała istnieć, popiół z książek zmieszał się z ludzkim. Wielkie krematorium dyszało jeszcze przez niemal dwa tygodnie. Minęło kilka miesięcy. Częściowo wypalone mury księgarni ciągle wyróżniały się w szarej, mocno przechylonej bryle.
Pozostała reklamująca zakładka: „Borders. Books. Music. Cafe. Millions of Books, CDs, and Videos available”. Zaczęłam czytać Franzena, ale ciągle było ciemno. Odłożyłam książkę. Wróciłam do lektury po bodaj dwóch miesiącach. Przeczytałam raz, potem drugi. Powieść została we mnie, jak to się czasem zdarza. Napisałam długi list do jej autora, na adres wydawcy. Po kilku miesiącach dostałam odpowiedź. To karta pocztowa, którą przechowuję z szacunkiem. Odręczna, z wyraźnymi śladami liter, podpisem, znaczkami. Korespondencja trwała jeszcze jakiś czas. Teraz wymieniam z Franzenem maile. Ale to nie to samo. Bez fizycznego śladu stawianych liter, prawdziwego adresu. Znaczki pocztowe znikną prędzej niż później.

Fizyczny świat, pozbawiony dotyku, błędów, przekreśleń, zniknie. A co z archiwami pisarzy, zastanawiam się. Czy zostanie to, co na nośnikach komputerowych lub w chmurze, poprawione przez narzędzia, które wyczyszczą każdy błąd. Gdzie miejsce na poprawki? Czy zwrot „charakter pisma” będzie jeszcze coś znaczył? Odręczny podpis – też okaże się niepotrzebny. Będziemy ponumerowani, na zawsze. Rękopisy znikną. Kto będzie pisał ręcznie? Gdzie podzieją się listy ze śladami palców, różnym kolorem atramentu czy długopisu? A co z zapachem, przekreśleniami, błędami? Listy, czasami pisane pochopnie, i te otrzymywane, których nie chcemy zatrzymać, już nie będą mogły zostać tak łatwo zniszczone. Trudno będzie oczyścić zabrudzoną pamięć. Koperty będą pewnie zbędne. Papeteria – stanie się kolejnym bezużytecznym słowem. A jednak książki w wersji papierowej nadal są, a ich sprzedaż nie spada. Książki, których dotykamy, przesiąknięte zapachem, ze śladami użycia, podkreśleniami, z którymi rozmawiamy. One czekają na nas. One nie znikną.
GRAŻYNA OBRĄPALSKA