fbpx
HOME

Księga Przyjaciół

Elżbieta Lempp Galeria jednej fotografii (7)
Właściwe Muzeum Etnograficzne - to ta wieża z prawej - fragment dawnego ratusza na krakowskim Kazimierzu. Ściana zburzonej kamienicy - to moje prywatne muzeum z całą wieloznacznością terminu.
Poczta redakcyjna „Jeszcze o Montaigne’u”
Montaigne zajmuje się człowiekiem konkretnym (sobą), zajmuje się też wspólnotą ludzką, uwikłaną w politykę, kreującą wartości, zdumioną własną siłą, zaskoczoną własną słabością. Doświadczenie religijne jest w Próbach na dobrą sprawę nieobecne. Czy w ogóle Montaigne wierzył? Zdania na ten temat są podzielone. Jedno jest pewne, odrzucał i zwalczał dogmatyzm i fanatyzm religijny, które w XVI-wiecznej Francji doprowadziły do wojny domowej, w tym do masakry kalwinów w Noc Świętego Bartłomieja w Paryżu. Dogmatycy bowiem pragną widzieć świat nieruchomym, a wszystko, co ten doskonały stan narusza, należy potępić i usunąć. Do najpiękniejszych fragmentów Prób zaliczam Montaigne’owski obraz świata rozkołysanego niczym nawa na falach.
Jan Zieliński Dymitr
Dymitr Dymitrow dość obszernie omawia działalność Michała Walickiego w czasie okupacji, kiedy zbierał informacje wywiadowcze na temat losów grabionych i niszczonych dzieł sztuki. Podaje też, uzyskane z pierwszej ręki, informacje o jego udziale w powojennych działaniach, zmierzających do odzyskiwania zagrabionych zbiorów. Konkluzja ma walor osobistego świadectwa.
Robert Papieski Na kompanii zgiełek
Porucznik zażądał od nas ustawienia się w szeregu i podania nazwisk. Przyszła kolej na Pola i ten mówi: „No, starszy szeregowy Pol”. Podchodzi porucznik do stojącego obok Pyla i ten mówi: „Starszy szeregowy Pol, nie, Pyl, zaraz, Pol, nie, nie, Pyl, Pyl”. Porucznik: „Co wy, żołnierzu, głupka ze mnie robicie? Jak się w końcu nazywacie?”. „Pyl, Pyl, panie poruczniku”. „Pylpyl?”. „Tak, Pyl”. „To w końcu Pyl czy Pylpyl?”. Tu się włączył usłużny Pol: „ No Pyl, panie poruczniku, Pyl”. „A wy jak się nazywacie, przypomnijcie”. „No, Pol, Pol”. Porucznik machnął ręką i zostawił nas samych na placu alarmowym.
Poczta redakcyjna Fantazjano „Relaks ascety”
Wybrałem się na Krakowskie Przedmieście, ażeby kupić "Moralia" Plutarcha, tak chętnie czytanego przez Michela de Montaigne. Chwilę później z antykwarycznym nabytkiem w kieszeni przechadzałem się zadowolony Nowym Światem – gdy raptem spostrzegłem szyld znanego salonu fryzjerskiego. Trzeba Panu wiedzieć, że wiodę życie anachorety, więc nie w głowie mi, że tak powiem, modne koafiury, a jednak czemu nie miałbym zasmakować odrobiny luksusu? Co pomyślawszy, wszedłem do środka.
Andrzej Stanisław Kowalczyk Jeleński: album rodzinne
Jakoś nie widzę Kota na żadnym z polskich uniwersytetów, gdzie panoszyli się faszyści z ONR-u, tygodniami nie było wykładów, bo nacjonaliści uzbrojeni w pałki i kastety, urządzali polowania na studentki i studentów „gorszego sortu”. Jak odnalazłby się w audytorium, w którym obowiązywało getto ławkowe. Wojna uwolniła Jeleńskiego od konieczności decyzji. Studia odbył na uniwersytetach angielskich: w Edynburgu i w Oxfordzie.
Piotr Kłoczowski Kot Jeleński
Spotkanie z Kotem Jeleńskim było i pozostaje jednym z najważniejszych, formacyjnych spotkań w moim życiu, tak jakbym spotkał narratora Prousta, albo równie tajemniczego narratora Dziennika Gombrowicza. Teraz sto lat po śmierci Prousta i sto lat po urodzinach Kota mam poczucie niezwykłego daru, "la peau de chagrin", która starczy na długo… Sam Kot pozostaje ukryty jak znak wodny...
Anna Arno 100 lat Kota Jeleńskiego
Pisząc o życiu Konstantego A. Jeleńskiego starałam się go odnaleźć: ulotnego i zmiennego, poszukującego swojej tożsamości. Opowieść o nim najprawdziwiej brzmiała jednak wówczas, gdy była spleciona z rozmów, odbić. Ustawiał się na drugim planie. Lubił być magnetycznym tłem, na którym błyszczeli inni. Pisarz bez ambicji, który jednak doskonale rozumiał ambicje cudze: potrzebę istnienia, lśnienia, bycia oklaskiwanym. Był jak postać z Prousta: czasami Swann, kiedy indziej baron Charlus. Artysta bez dzieła, zakochany w chłopcach i żyjący z kobietą. Dyplomata bez teki, najwierniejszy promotor Gombrowicza.
Renata Gorczyńska Lemizm
Centralny zegar wybił północ, ogłaszając miastu i światu zaranie Nowego Roku 2122. Tysiące, co ja mówię, miliony rąk uniosły się w górę. Niebo rozjarzył grzyb atomowy.  Sztuczny jak sztuczne ognie, ale wyglądał jak prawdziwek, symbol wszechświatowej Polski. Bo było co świętować, odkąd – nareszcie – cały ziemski padół zaludnił wyłącznie Naród Polski.
Agnieszka Kania Jarmark samotnych
Zmierzch zamknął wystawę. W muzealnym sklepie wybrałam sobie bombkę z "Meduzą". Plac Marii Teresy iskrzył sztucznymi gwiazdkami i światełkami choinkowymi. Dalej smażył się wurst, kipiało grzane wino, a dziadek do orzechów kłapał zębami. „Samotny tłum” (tak o tłumie pisał David Riesman) przelewał się między pośpiesznie zbitymi budami i całą tą świąteczną prowizorką. Między nuty "Cichej nocy" wpadały głośne rozmowy, między choinki wmieszały się prawdziwe futra i sztuczne misie. A z ciemnego tła patrzył na nas Caravaggiowski pastuszek. Dopiero co zabił Goliata, odrąbał mu głowę, chwycił za mierzwę włosów ociekający krwią czerep i rozhuśtał jak szyszkę. Weihnachtsmarkt chyba nic o tym nie wiedział.

To, co zazwyczaj nazywamy przyjaźnią i przyjaciółmi, to są jeno znajomości i zażyłości zawiązane dla jakiejś okazji lub dogodności. W przyjaźni, o której mówię, zlewają się one i stapiają jedna z drugą w aliażu tak doskonałym, że zacierają i gubią bez śladu szew, który je połączył […]. „Bo to był on; bo to byłem ja”.
Michel de Montaigne

Warto również przeczytać...