fbpx
HOME

Księga Przyjaciół

Piotr Mitzner Co powiedział Strawiński
Igor Strawiński przyjechał do Warszawy w listopadzie 1924 roku. Dyrygował swoim „Scherzem fantastycznym” i suitą z „Pulcinelli”, zagrał „Koncert fortepianowy”. Wykonano też suity z „Ognistego ptaka” i „Pietruszki”. Karol Szymanowski próbował przygotować polską publiczność do spotkania z muzyką artysty o „wysokim stanowisku w sztuce europejskiej”, ale nie specjalnie mu się udało. Recenzenci marudzili, pisali o „kakofonii” i o „chorej wyobraźni” kompozytora. Nawet Jarosław Iwaszkiewicz podkreślał swój dystans do tej muzyki, drażnił go antyromantyzm autora „Święta wiosny”, choć przecież jako poeta dionizyjski powinien był ją cenić.
Katarzyna Kuczyńska-Koschany Pod tlenem – 55 sonetów (IX)
Bohaterką tego sonetu jest nimfa Byblis / Byblida, mitologiczna personifikacja „skargi”. Jej historię opowiada Owidiusz w "Metamorfozach". [...] Być może, wielkie, graniczne cierpienie nimfy Byblis chroni nas – tak sugerować się zdaje Rilke w ostatniej konstatacji sonetu. Sławi ją poeta, gdyż jej ból, ból nie do zniesienia, jest nam mityczną osłoną przed naszymi cierpieniami.
Jakub Dolatowski Koszony las, silva caedua
Lulki przyszły z Turcji i stron ościennych, bo antypka tam właśnie jest u siebie, porastając „miejsca płonne i skwarne”, jak to ujął w połowie XIX w. jeden z krakowskich botaników. Skąd brano pędy tak proste, zdatne na długie cybuchy? Sposób był i jest jeden [...] ścina się mocne, długie, odrastające po kilka lub kilkanaście w pęku – gałęzie czy niezbyt jeszcze grube konary drzewa, które uprzednio, przed kilkoma sezonami, przycięto tuż nad ziemią. Tę robotę można powtarzać i powtarzać, przez dziesiątki lat. Jeszcze i teraz można znaleźć, w cieplejszych stronach kontynentu, pola ze stojącymi w rzędach antypkowymi niziutkimi pieńkami – albo widzimy je z odrastającymi właśnie prętami (współcześnie te idą już nie na lulki, a na laski lub „lufki” do papierosów) albo ze zgrubieniem, „łysą” główką na szczycie, bo jest właśnie po zbiorach, gdy całą plantację przycięto.
Świadectwa Ewa Hryniewicz-Yarbrough „«Stoner» Johna Williamsa”
Analizując sukces "Stonera" łatwo dojść do wniosku, że większość czytelników dobrej literatury przedkłada doskonałość tradycyjnej formy nad poszukiwania formalne, szczególnie wtedy, gdy powieść jest bogatą i przejmującą opowieścią i ukazuje „ludzkie serce w konflikcie z samym sobą”, by posłużyć się cytatem z mowy noblowskiej Williama Faulknera. W swoim głęboko ludzkim i humanitarnym przesłaniu, "Stoner" poszerza nasze rozumienie człowieka i wspólnego nam losu - życia, miłości, śmierci. Daje też czytelnikowi to, co Harold Bloom określa jako „trudną przyjemność”.
Ewa Bieńkowska Z pamiętnika egotystki (IV)
Kiefer co dziesięciolecie zmieniał pracownię i jej geograficzne położenie. Musiał już wtedy liczyć się wśród artystów współczesnych – sam powiada, że sławę dała mu Ameryka (i że Niemcy go odrzuciły) – i dużo zarabiać. Pracownie, z biegiem czasu, były coraz bardziej niesłychane, na rozległych terenach, na których wybudowane zostały całe nowe światy, kolonie hangarów, gdzie parkują dźwigi i transportery, opustoszałe miasta składające się z pochyłych wież, puste zabudowania więzienne z wewnętrznym podwórkiem, na które wychodzą okna niezliczonych pięter. [...] Po kilku pracowniach w lesistych okolicach w Niemczech w filmie pokazana jest bajeczna domena na południu Francji, Barjac, 40 hektarów przemienionych w oddzielny świat artysty. I teren niedaleko Paryża, Croissy, gdzie rozmnożyły się, w jakimś niepokojącym ogołoceniu, pizańskie wieże. Artystą zdaje się rządzić gorączka budowniczego nieznanych rzeczywistości, jakby potrzebował iść coraz dalej w pochłanianiu i wyludnianiu form. Przypomina mi się – nie jako określony sens, lecz jak brzmienie – "Wyludniacz" Becketta.
Elżbieta Lempp Galeria jednej fotografii (37)
Jak w antycznych czasach, Koloseum gromadzi widzów, ale w styczniową niedzielę 2011, gladiatorzy nie byli na arenie. Maszerowali skrajem ulicy, ku uciesze, zgromadzonych na chodnikach gapiów. Pochód, pobrzękujących łańcuchami muskularnych wojowników, obserwowałam z górnej, widokowej platformy Hop-On Hop-Off busa.
Świadectwa Barbara Kalinowska „Zaczepić oko na Nachcie”
Wigilia wernisażu w Muzeum Kultury Kurpiowskiej w Ostrołęce. Obrazy wiszą na ścianach, akceptujemy ich układ, umieszczamy podpisy, sprawdzamy czystość muzealnych sal. Jeszcze tylko najważniejsze: oświetlenie. Zobaczyć Nachta we właściwym świetle, to najlepsze, co można zrobić dla jego obrazów. Pytam oświetleniowca, stojącego na drabinie, co myśli o Nachtowych płótnach. Słyszę w odpowiedzi: „Z tymi obrazami to trochę tak jak z muzyką. Jazzman gra milion dźwięków dla kilku osób, a rockman kilka dźwięków dla miliona osób”. Oddycham. Uroczyście wynosimy drabinę.
Michał Szymański Skrawki z archiwum (I)*
Zamazane kartki i koperty poklejone taśmą są dowodem na istnienie. Ich sens spełnił się i wyczerpał w chwili pisania, w akcie, który był Simonowi do czegoś potrzebny, może utrzymywał go na powierzchni, pozwalał przetrwać kolejną noc. Dla odbiorcy nie zostało prawie nic. Nie wiem, czy Miłosz poświęcił im choćby odrobinę uwagi. Ale lubię wyobrażać sobie, że któregoś dnia rozłożył listy na biurku i pomyślał z przerażeniem, że oto leżą przed nim wnętrzności poezji, jej poskręcane jelita, płuca, nerki, narządy rodne, czarne skrzepy, tak to naprawdę wygląda, to kryje się pod gładkimi, jasnymi strofami zapisywanymi wczesnym rankiem.
Teresa Tomsia Przeczucia. Nie sposób zajrzeć głębiej
Mój przyjaciel miał podobnie wydatne usta, przeważnie były rozchylone z zadziwienia niedostępnym, tajemniczym, nieprzeniknionym pięknem świata. Tkwił przed obrazami długie godziny i wpatrywał się w nie z podziwem – milcząc, stając się jakby częścią rzeczy oglądanej. Nosił z sobą zwykle książkę, nie chcąc zmarnować ani chwili bez lektury i zachwytu cytatem. Wnikał intensywnie w głąb siebie dzięki czytaniu, godząc się na niejedną utratę relacji z innymi. Trwał na krawędzi możliwego, powtarzając zapamiętane strofy, jakby próbował mocy przypowieści i czekał odpowiedzi słowa niewidzialnego. Samotnie szukał nowego głosu, niezależnego spojrzenia, zapisywał przeczucia w notatniku i czekał na znak, który wciąż nie nadchodził.
Dariusz Czaja Wyrazy wdzięczności
Któregoś dnia, ojciec, wracając z pracy w Hucie im. Lenina, wręczył mi grubą książkę: dwa elegancko wydane tomy w lakierowanych okładkach. Książka spoczęła, obok innych pozycji z ceramowskiej serii, w ohydnej biblioteczce mieszkania na czwartym piętrze komunistycznego bloku na Wieczystej, sławnej dziś (z powodu drużyny piłkarskiej) dzielnicy Krakowa. Nazwisko autora nic mi nie mówiło, ale tytuł intrygował. [...] Do "Obrazów Włoch" wracałem później wielokrotnie, robiąc z Muratowem obowiązkowe rundy w labiryncie Wenecji, spacerując z nim wśród jesiennego pejzażu Umbrii, albo chłonąc nieobliczalne szaleństwo i frenezję ulic Neapolu. Nie zdawałem sobie zapewne sprawy z tego, czym nasiąkam i co ta książka ze mną robi. Nie wiedziałem więc, że – jak w początkach miłosnego zauroczenia – jestem zgubiony, że już po mnie, że ta księga zaciąga nade mną niewidzialną czarowną zasłonę, z której nie wyplączę się przez lata.

To, co zazwyczaj nazywamy przyjaźnią i przyjaciółmi, to są jeno znajomości i zażyłości zawiązane dla jakiejś okazji lub dogodności. W przyjaźni, o której mówię, zlewają się one i stapiają jedna z drugą w aliażu tak doskonałym, że zacierają i gubią bez śladu szew, który je połączył […]. „Bo to był on; bo to byłem ja”.
Michel de Montaigne

Warto również przeczytać...
Cenimy państwa prywatność
Ustawienia ciastek
Do poprawnego działania naszej strony niezbędne są niektóre pliki cookies. Zachęcamy również do wyrażenia zgody na użycie plików cookie narzędzi analitycznych. Dzięki nim możemy nieustannie ulepszać stronę. Więcej informacji znajdą państwo w Polityce Prywatności. Więcej.
Dostosuj Tylko wymagane Akceptuj wszystko
Ustawienia ciastek
Dostosuj zgody
„Niezbędne” pliki cookie są wymagane dla działania strony. Zgoda na pozostałe kategorie, pomoże nam ulepszać działanie serwisu. Firmy trzecie, np.: Google, również zapisują pliki cookie. Więcej informacji: użycie danych oraz prywatność. Pliki cookie Google dla zalogowanych użytkowników.
Niezbędne pliki cookies są konieczne do prawidłowego działania witryny.
Przechowują dane narzędzi analitycznych, np.: Google Analytics.
Przechowują dane związane z działaniem reklam.
Umożliwia wysyłanie do Google danych użytkownika związanych z reklamami.

Brak plików cookies.

Umożliwia wyświetlanie reklam spersonalizowanych.

Brak plików cookies.

Zapisz ustawienia Akceptuj wszystko
Ustawienia ciastek