Agnieszka Papieska
Śmieszne zdania Thomasa Bernharda
Bernharda dziwi, że ludzie nie widzą, iż to, co pisze, jest do śmiechu: „Kiedy jest mi nudno albo kiedy przychodzi w życiu jakiś tragiczny moment, otwieram jedną ze swoich książek, bo to jeszcze najszybciej mnie rozśmiesza. […] Nie chcę powiedzieć, że nie napisałem również poważnych zdań, tak pomiędzy, żeby cementowały te śmieszne zdania”. [...] W efekcie Bernhard wali bez opamiętania na prawo i lewo – zgodnie z programem, który sformułował w trzecim dokumencie, nakręconym wiosną 1986 roku w Madrycie (warunkiem pisarza było zakwaterowanie w hotelu Ritz, honorarium nie chciał). W tej najbardziej swobodnej z trzech rozmów autor "Sutereny" – tym razem zżymając się na tłumaczy, intelektualistów i kolegów po piórze – powiada, że czego się ludziom nie wbije młotkiem do głowy, tego w ogóle nie dostrzegają. Na uwagę dziennikarki, że ludzie niezbyt lubią, żeby ktoś w nich walił, Bernhard wypala, że na walce zasadza się świat. I dodaje: „Zawsze się cieszę, kiedy ktoś we mnie wali, bo wtedy mogę mu po trzykroć oddać, a to czyni człowieka silnym”.