Anna Piwkowska
Mój Nieborów (III)
Gdy w styczniu 1980 roku Halina Mikołajska przyjechała po raz kolejny do Nieborowa, dla nas, młodzieży nieborowskiej, to było wydarzenie i przeżycie nie tylko niezwykłe, ale także kształtujące. Inteligentna, błyskotliwa, zabawna, trochę nas wszystkich uwodziła. Ja i moje przyjaciółki, Justyna Bacz i Małgosia Szakowska, byłyśmy wtedy rok przed maturą. Chłopcy – Krzyś Lorentz i Maciek Miłobędzki, już wtedy studenci, przeprowadzali wielką aktorkę po śniegu, z pałacu do pawilonu „na telewizję”, w pantoflach na obcasach, w kożuchu zarzuconym na ramiona, mocno trzymając ją z obu stron pod ręce. Pamiętam śmiech, zachwyt, dużo ślizgania – trochę naprawdę, a trochę na pokaz, dla zabawy. Był wtedy w Nieborowie także Tadeusz Mazowiecki. Dla nas, z jego perspektywy dzieciaków, zawsze uroczy i skłonny do rozmowy. Nazywaliśmy go Naszym Smokiem, bo był powolny, charyzmatyczny i jak smok tajemniczy. A także baśniowy. Chodziło chyba o skrzydła, które wtedy ukrywał, stulone. Miał je rozwinąć 12 września 1989 roku.