HOME

Księga Przyjaciół

Joanna Ugniewska „Śmierć jakby narodziła się w Rzymie”
Włochy są „ziemią umarłych” zadekretował Lamartine i ten żałobny pejzaż, noszący ślady dawnej wielkości, dominować będzie w romantycznej wizji tego kraju oraz Rzymu zajmującego wciąż szczególne miejsce w peregrynacjach romantyków. Najradykalniej z taką wizją Włoch rozprawi się Brilli, twierdząc, że przez trzy stulecia (XVI-XIX wiek) włoski krajobraz nie ulega zmianie, jest snem, kulturowym kłamstwem, projekcją pragnienia. W wypadku Rzymu, jego ucieleśnieniem staje się wizyta w Koloseum przy świetle księżyca, nokturn skupiający w sobie motyw ubi sunt, melancholię przemijania, urok ruin.
Miłosz Waligórski Łotewskie gry o tron
W Stende zarastają tory, ruch pasażerski wstrzymano lata temu. Przez okno widzę stacyjkę na uboczu, podobną do tej, na której w "Łasce śmierci" (1976) Volkera Schlöndorffa żołnierz Freikorpsu Eryk von Lhomond zastrzelił Sophie, hrabiankę de Reval. [...] Na rampie leżą trupy, które wkrótce zostaną uprzątnięte. Kończy się jedna epoka, ale nie wiadomo, kiedy zacznie się kolejna. Trwa pauza dramatyczna, moment między ostatnim bodźcem a pierwszą reakcją. Zastyga twarz Europy. Co ciekawe, ani u Schlöndorffa, ani w powieściowym pierwowzorze (1939) Marguerite Yourcenar nie ma Łotyszy, mimo że rzecz rozgrywa się w Łotwie.
Jan Zieliński Spod powieki (P)
Natrafiłem na stronie radia Chillizet na artykuł Julii Piecyk "Jest noblistą i mistrzem literackiej psychologii. Niewielu wie, że ma polskie korzenie", a w nim na informację, że J. M. Coetzee „pochodzi z rodziny wieloetnicznej. Jego pradziadek ze strony matki Baltazar (lub Balcer) Dubiel był Polakiem, pochodził ze wsi Czarnylas w województwie wielkopolskim (powiat ostrowski)”. [...] Warto ponadto zajrzeć do artykułu krakowskiego anglisty i komparatysty Roberta Kuska, który jest brawurową prezentacją rozmaitych związków afrykańskiego pisarza z Polską i Polakami, z polską historią i kulturą, a zwłaszcza poezją. Dla zachęty powiem, że autor w cytacie, znalezionym w jednym z poniechanych rękopisów do autobiograficznej trylogii "Scenes from Provincial Life": „Yaksha braksha watlmeyer, yaksha braksha marsh, yaksha braksha meva shonka, sar dou magwash” (są to słowa, które mówi do bohatera jego matka, „polska księżniczka”) rozpoznał tekst XIX-wiecznej polskiej pieśni Jak się macie Bartłomieju („Jak się macie Bartłomieju, / jak się bracie masz? / Jak się bracie miewa żonka, / cały domek wasz?”
Mikołaj Nowak-Rogoziński Pamięci Wojciecha Guzickiego
Wojciech Guzicki uczył nas myślenia. Uczył, że proste rozwiązanie, kilka czystych linijek, zawsze jest najpiękniejsze. Uczył też życia, bo ten pogromca głupoty i nudy zawsze służył radą, i jak mało kto rozumiał życiowe problemy i ich ciężar. Uczył zachwytu. Zachwytu wspaniałym winem, pejzażem, i wreszcie sztuką. Żeby spojrzeć na romański kapitel, szczególnie jeśli rzeźbił go mistrz z Cabestany, gotów był z Elżbietą jechać setki kilometrów w upale. A gotyckie maswerki stały się przedmiotem jego pogłębionych badań – dzielił się nimi z uczniami, którzy byli wielką pasją jego życia. Była w gotyku nie tylko geometria (którą przestudiował jak nikt wcześniej w historii sztuki), ale także szkoła patrzenia.
Dorota Fortuna Biblioteka Pana Cogito
Biblioteka Zbigniewa Herberta zajmuje całe mieszkanie i liczy ponad 7 tysięcy woluminów książek i czasopism, nie licząc wydań jego twórczości. Największa część została zgromadzona w gabinecie poety na specjalnie zaprojektowanych regałach, zajmujących dwie najdłuższe ściany od podłogi aż po sufit. Drewniane półki zawieszone na metalowej konstrukcji (według pomysłu inżyniera Łady) pozwalającej na regulowanie ich wysokości i zagospodarowanie każdego centymetra kwadratowego powierzchni, a na nich precyzyjnie ustawione tomy i tomiki w układzie tematycznym. Część woluminów została obłożona w papier, a na ich grzbietach znajdują się tytuły zapisane ręką gospodarza. Biblioteka Zbigniewa Herberta charakteryzuje się przemyślanym układem, zwłaszcza jej części znajdujące się w gabinecie i sąsiadującym z nim korytarzu. Kolejne regały i półki układają się w działy, niczym w bibliotece publicznej (obłożenie książek w papier wywołuje podobne skojarzenie). Dzięki temu układ jest przejrzysty również dla potencjalnego czytelnika z zewnątrz: tu historia i poezja starożytna, w innym miejscu albumy z malarstwem, katalogi zbiorów muzeów z całego świata, historia nowożytna, historia sztuki, biologia, dalej słowniki językowe i przewodniki turystyczne, mapy, półka poetów w sypialni, filozofowie w przedpokoju... Korzystanie z biblioteki obfituje w niespodzianki w postaci wypadających z książek archiwaliów: listów, notatek, rysunków, biletów kolejowych, biletów wstępu do muzeów. W wielu książkach znajdują się dedykacje dla Herberta.
Krzysztof A. Worobiec Muzeum cz. 9 – O mazurskim szkolnictwie i kwestii językowej raz jeszcze
Przejeżdżałem obok szkoły podstawowej w Ukcie [...]. Jadąc powoli zauważyłem na placu za szkołą stos starych ławek szkolnych i dym z płonącego ogniska. Zatrzymałem się i ruszyłem w stronę ognia. Od krzątających się pracowników dowiedziałem się, że opróżniają dużą drewnianą szopę, magazyn, w którym trzymano stare, „poniemieckie” ławki, a znajdujące się tam „nikomu niepotrzebne rupiecie” mają spalić, potem rozbiorą szopę, bo w jej miejscu powstanie nowa sala gimnastyczna. Na szczęście oprócz robotników był jeszcze w szkole ktoś z kierownictwa, kto pozwolił mi zabrać część „rupieci” („będzie mniej do palenia”), a nawet zaoferował kilka innych zbędnych sprzętów, które od lat leżały na strychu. [...] Nie bardzo wiedzieliśmy, co z nimi dalej zrobić. Nie śniło nam się jeszcze przeniesienie chałupy z Warnowa. Ba, nie mieliśmy nawet miejsca na zmagazynowanie tych wszystkich „rupieci”, bo trwała przebudowa dawnej obórki. Ale była piękna pogoda, zbliżało się lato, więc póki co ustawiliśmy ławki… przed Oberżą, na łące! I w ten sposób powstała, traktując rzecz dosłownie, „zielona szkoła”, która okazała się atrakcją nie tylko dla dzieci…
Jacek Hajduk Nad Owidiuszem (14)
Olśniewające są te partie "Raju", które poświęcone zostały Szatanowi, tj. pierwsze i ostatnie księgi, a nie Bogu, Synowi Bożemu, archaniołom czy Adamowi i Ewie – choć oczywiście cały poemat zasługuje na podziw. Jednak, o ile równie malownicze "Piekło" Dantego nie pozostawia złudzeń co do chrześcijańskiego światopoglądu autora, o tyle Milton – ojciec duchowy romantyków, mistyków, metafizyków i egzystencjalistów ma do Szatana stosunek ambiwalentny. [...] Jego Szatan jest figurą głęboko tragiczną (w tym sensie, jaki terminowi „tragizm” nadawali Ajschylos, Sofokles i Eurypides, potem Szekspir) i zapowiada już człowieka zupełnie nowoczesnego. I zupełnie nowoczesne pytanie: „Co, jeśli buntuję się tylko przeciwko nicości?”. Milton idzie dalej niż Dante Alighieri – w sensie tak egzystencjalnym, jak i obcowania z surowcem grecko-rzymskim: nie stara się godzić antyku z chrześcijaństwem; w "Raju" utraconym jakby pęka ono w szwach i antyk wyłazi tam wszędzie na wierzch, i pulsuje, i daje znak, że żyje…
Jakub Dolatowski Topolowa aleja
Na fotografii Zwolińskiego to już któreś z rzędu wcielenie tej nadwiślańskiej alei (drogi i promenady, jak ogrody i parki, choć stale w jednym miejscu, odradzają się w coraz to nowych odsłonach, wedle sezonowych mód i upodobań ogrodniczych, a i technicznych potrzeb epoki) i nie ma już wrzecionowatych topól włoskich, nie ma też, rzecz jasna, żadnych krzewów, jakim przyglądano się z powozów i karet: konne wozy toczyły się na tyle powoli, że ich pasażerowie, niemal jak piesi wędrowcy, mogli rozważać szczegóły krajobrazu – linie strumyków spływających ku Wiśle, lot tamtejszych ptaków, zioła i przydrożne kwiaty czy mijane zagony jarzyn i zbóż. (Po latach podobnie reprezentacyjną sokorową aleję, królewską czy raczej – biskupią drogę z Warszawy do Skierniewic, a właściwie już tylko powojenne jej resztki, wspomni ze swych podwarszawskich okolic Jarosław Iwaszkiewicz w "Podróżach do Polski").
Elżbieta Lempp Galeria jednej fotografii (70)
Nieporozumienie, ze stycznia 1992, dobrze wyszło fotografii. Sąsiadce z góry, w kamienicy przy Szerokiej, zwierzyłam się, że chciałabym zrobić portret Jerzego Panka. Mój ulubiony grafik mieszkał na ostatnim piętrze w jednopokojowym mieszkaniu-pracowni. O terminie nie rozmawiałyśmy. Potem dowiedziałam się, że czekał na mnie następnego dnia. Dobrą stroną „zakłóceń na łączach” był malarz z nieprzyciętą brodą i w wysłużonym swetrze, kiedy już do spotkania doszło. Pierwszy portret zrobiłam jeszcze w styczniu. Od tamtego czasu często bywałam u niego w pracowni. I zawsze był po domowemu. [...] Jerzy Panek - stały model dla swoich prac - widział we mnie sąsiadkę z dołu. Nie fotografkę.
Robert Papieski Napierski, czyli nieszczęście niewinności
Tylu o Napierskim pisało – i Jerzy Andrzejewski, i Paweł Hertz, i Karol Irzykowski, i Jarosław Iwaszkiewicz, i Czesław Miłosz, i Seweryn Pollak, i Tymon Terlecki – a najtrafniej ujął jego los niegdysiejszy szermierz socrealizmu Adam Ważyk: „Ośmieszano go w anegdotach. Kpił sobie z niego Karol Irzykowski, kpił sobie z jego bezradności, podczas okupacji, kpił obrzydliwie. Ale to był umysł zgorzkniały i bardzo dla ludzi nieżyczliwy; są inni, którzy chcą być dobrymi chrześcijanami. Choć jestem niewierzący, często wyobrażam sobie, jak przestępują próg zaświatów i spotykają po drodze Marka z piersią skrwawioną od kul hitlerowskich, a ten unosi rękę swoim przeciągłym ruchem bezradnego dziecka i pyta ich: cóżem ja złego wam zrobił, żeście mnie tak spostponowali? Bo to był człowiek niewinny”.
Warto również przeczytać...
Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury – państwowego funduszu celowego
„Księga Przyjaciół” jest czasopismem internetowym. Publikujemy w nim wiersze, szkice, wspomnienia, recenzje książek. Co tydzień „Księga” wzbogaca się o kolejne cztery wpisy zaprzyjaźnionych z nami autorów, którzy zechcieli podzielić się swoimi wrażeniami.

To, co zazwyczaj nazywamy przyjaźnią i przyjaciółmi, to są jeno znajomości i zażyłości zawiązane dla jakiejś okazji lub dogodności. W przyjaźni, o której mówię, zlewają się one i stapiają jedna z drugą w aliażu tak doskonałym, że zacierają i gubią bez śladu szew, który je połączył […]. „Bo to był on; bo to byłem ja”.
Michel de Montaigne

Autorzy
Cenimy państwa prywatność
Ustawienia ciastek
Do poprawnego działania naszej strony niezbędne są niektóre pliki cookies. Zachęcamy również do wyrażenia zgody na użycie plików cookie narzędzi analitycznych. Więcej informacji znajdą państwo w polityce prywatności.
Dostosuj Tylko wymagane Akceptuj wszystko
Ustawienia ciastek
Dostosuj zgody
„Niezbędne” pliki cookie są wymagane dla działania strony. Zgoda na pozostałe kategorie, pomoże nam ulepszać działanie serwisu. Firmy trzecie, np.: Google, również zapisują pliki cookie. Więcej informacji: użycie danych oraz prywatność. Pliki cookie Google dla zalogowanych użytkowników.
Niezbędne pliki cookies są konieczne do prawidłowego działania witryny.
Przechowują dane narzędzi analitycznych, np.: Google Analytics.
Przechowują dane związane z działaniem reklam.
Umożliwia wysyłanie do Google danych użytkownika związanych z reklamami.

Brak plików cookies.

Umożliwia wyświetlanie reklam spersonalizowanych.

Brak plików cookies.

Zapisz ustawienia Akceptuj wszystko
Ustawienia ciastek